Animator kultury walczy z wiatrakami

Wakacje to? Cisza. Spokój. Rozbrat z … i mógłbym wymieniać w nieskończoność. Pierwszy przykład – rozbrat z siecią. Ogólnie.  Nie ma telefonu – brak dostępu do sieci – to znaczy, że jesteś na detoksie. Ale z pomocą animatora kultury zapomnisz, że istnieje sieć. Internet.

Wchodzę do pensjonatu. Do recepcji, po schodkach w dół, tak jakby do piwnicy. Po wejściu w oczy rzuca się duża przestrzeń. Hol. W kształcie litery U ułożone są trzy sofy. W środku tv, duży. Obok wieża. Wieża składa się gadżetów do gry: konsole. Różne warianty.

W osobnym pomieszczeniu bawialnia dla maluchów. Spoko. Dla każdego „coś” miłego. Pensjonat zadbał nawet o imitację plaży – jest piasek, leżaki, rowerki i basen. Klasyka gatunku. O dostępie do wi-fi nawet nie wspominam.

A gdzie podział się animator kultury?

A już wyjaśniam. Każdego wieczoru jest atrakcja. A to spotkanie z ratownikiem TOPR, a to grill, a to disco, a to … animator kultury. Animator kultury, który ze swoimi zabawkami wyglądał jak kosmita.

Idę na spacer z psem. Wcześnie rano, przed śniadaniem. Idę na spacer z psem wieczorem. Sofy szczelnie wypełnione. Rodzice z nosami w tabletach, dzieci w smartfonach, najmłodsze … nie, nie w bawialni. Skaczą. Kinect działa.

Sielanka. Dzieci wypoczywają. Rodzice wypoczywają. W końcu to wakacje. I nagle takie coś. Animator kultury. Właściciel chyba nie przemyślał sprawy. Animator kultury rozłożył sprzęt. Lalki, kukiełki. I … wyłączył konsole. Odciął sieć.

Tragedia

Rodzice zadowoleni. Dzieci poznają coś nowego. Animator kultury wejście miał mocne, muszę przyznać.

-Interakcje międzyludzkie zanikają. Dziobiemy palcem w szklane ekrany. Prawda?

-Nie rozmawiamy ze sobą? Coraz mniej.

-Nie pobudzamy wyobraźni? Dzieci więcej czasu spędzają w sieci, korzystają ze smartfonu, tableta … a to nie rozwija …

Rodzice przytakują, kiwają głowami ze zrozumieniem. Niestety, taka prawda. Internet odciąga dzieci od innych form rozrywki. Animator kultury ze swoimi zabawkami wyglądał jak z minionej epoki. Awangarda. Mówił, opowiadał, zachęcał …

Do końca prelekcji nie byłem. Wróciłem wieczorem. Animatora kultury już nie było. Nie było śladu nawet, że był. Sofy szczelnie wypełnione: rodzice z tabletami, dzieci ze smartfonami, maluchy skaczą przed konsolą.

Słaby był ten wykład – pomyślałem, nie wiele dotarło do rodziców. Nie, to wina animatora kultury – nie zostawił żadnej zabawki. Jego wina. Dzieci giercują, rodzice mają spokój. Niebieskie tło fajsbuka w smartfonie tłumaczy wszystko.

Ale …

Spacery z psem mają plus dodatni, który pozwala obserwować. Spaceruję. Widzę, że nie tylko dzieci mają nos w gadżetach. Dorośli, czekając na zamówienie … sprawdzają, czy przypadkiem telefon nie rozładował się.

Ciężka dola animatora kultury. Tyle pracy przed nim.