Chemia śmierci, kryminał z bzyczącymi muchami w tle

Kolejny kryminał? Biorę kryminał do ręki i od razu zaczynam śledztwo, typuję, kto jest sprawcą. Wiem, że może jestem trochę uprzedzony do kryminałów, ale rekomendacja była interesująca. Muchy i białe robaki – „czułam ten smród”. No cóż, chemia czasami śmierdzi. A chemia śmierci to dopiero cuchnie.

Albo młody detektyw albo stary po przejściach …

Na ogół jest tak: często się z tym spotykam i dlatego kryminały mnie irytują. Młody detektyw ma „doła”, bo sprawa okazała się za ciężka – czytaj – sprawca nie został ujęty. Albo druga wersja: stary wyga (policjant) kończy karierę – ma dość pracy, jedzie wypocząć na daleką prowincję, ale …

Chemia śmierci zaintrygowała mnie z innego powodu. Muchy. Białe robaki. Główny bohater powieści, antropolog sądowy – Hunter, potrafi określić datę śmierci na podstawie danych, które dostarczają muchy, larwy. Zielone, żółte muchy.

Panie, które czytały kryminał, chórem twierdziły, że muchy i białe robaki najbardziej obrzydzały literki. Dawno temu, kiedy jeszcze wędkowałem, chodziłem do rzeźni zbierać białe robaki.  Jaki tam był smród, można było zwrócić obiad w oka mgnieniu. Chemia śmierci.

Druga sprawa, wyhodowanie białych robaków nie jest trudną sztuką. Stare podręczniki o wędkarstwie zawierały szczegółowe instrukcje jak samemu wyhodować białe robaki. I takie próby podejmowałem. Czasy się zmieniły, dziś idziesz do sklepu wędkarskiego i zamawiasz.

Rzeźni już nie ma, zbankrutowała. Jest National Geographic. Późną nocą trafiłem na program o śmierci. Program przedstawiał badaczy, którzy prowadzili badania na zwłokach – od złożenia jaj przez muchy do wyklucia. Niemal identycznie jak w książce. Obserwacje szczegółowo zapisywali.

Zwłoki do badań pochodziły od osób, które po śmierci przekazały swoje ciało do badań. Program przedstawiał osobę za życia i po śmierci. Program w odbiorze nie był przyjemny. Śmierć to trudny temat, a przekazanie ciała do badań po śmierci, jest dla wielu osób nieakceptowalne.

Kryminał Chemia śmierci to nie kryminał naukowy. Nie chodziło o to, żeby porównywać te dwie rzeczy do siebie, a bardziej to, czy autor za bardzo nie dał się ponieść fantazji. A jak wiadomo CSI to bzdury na resorach.

Chemia śmierci – fabuła

Spojlera nie będzie. Albo krótki. Lekarz antropolog sądowy przyjeżdża na prowincję, aby zapomnieć. A prowincja, która miała być oazą spokoju okazuje się poligonem dla seryjnego mordercy. Fabuła, poza wspomnianym elementem muchowym, małymi niedociągnięciami – przykuwa uwagę.

Chemia śmierci – Simon Beckett, Wydawnictwo Amber, 332 str.