Dieta, czyli samowolne nakładanie kagańca na pokusy

dieta cupcakeDieta jest jak znak drogowy: nakaz albo zakaz. Nie będziesz wchłaniał już tego, co do tej pory z taką lubością ładowałeś do gardła. Koniec z przyjemnościami. Nakładasz samowolnie kaganiec, wypisujesz złotymi literami na kartce składniki, które opuszczą jadłospis na długie lata. Dieta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawi, że będziesz piękny, bardziej młody i dorzuci w gratisie – będziesz bardziej znerwicowany.

Dieta leczy, dieta rani i dieta nigdy cię nie zostawi. Wybór diety to najmniejszy problem. Jest ich bardzo dużo, dobierasz odpowiednią do siebie i stosujesz. Z etapem „stosujesz” jest największy opór. Wiadomo, że choroby biorą się ze złego odżywiania. Diety mają zahamować rozwój choroby. Idziesz do sklepu, kupujesz wymienione w diecie produkty i gotowe. Ostatnia prosta – przygotowujesz posiłek. Pojawia się modne hasło „jestem na diecie”. Efektów jeszcze nie widać, bo jestem na niej od niedawna. A prawda jest taka, że dietka leży na lodówce a my dalej praktykujemy złe nawyki. Małe grzeszki, zakazane bardziej smakuje. Komu robimy krzywdę? Budujemy barykadę w głowie. Dieta w natarciu. Ten, kto układał dietę zapewniał, że będzie bezbolesna.

Nie spotkałem dotąd opisu diety, w której autor oprócz opisania korzyści płynących z jej stosowania, napisałby kilka słów o tym jak poukładać sobie w głowie, żeby z przyjemnością ją zastosować. Płyną sztampowe zapewnienia matematyczne – schudniesz 10kg w miesiąc. Po zastosowaniu tej diety nigdy nie będziesz głodny. Przed jej zastosowaniem też nie chodziłem. Jaka to nowość? Odłożysz na półkę niezdrowe produkty, cera odzyska blask, będziesz czuł się wypoczęty, nabierzesz wigoru. Wrócą siły witalne. Dieta nie ma skutków ubocznych. I tak dalej i w tym samym tonie. Żadna nowość, nic odkrywczego. Kopiuj i wklej.

Stoję przed półką z chipsami. Paprykowe, cebulowe, o smaku wędzonego boczku, apetyczne opakowania kuszą. Wyciągam rękę, wkładam do koszyka, idę w stronę kasy. Dudni pod czachą, że zdrowszy po nich nie będę, niezbędnych mikroelementów organizmowi też nie dostarczę. To będzie chwila przyjemności. Tylko one i ja. Nikt nam nie będzie przeszkadzał. Między nami będą tylko wymienione na tylnej stronie składniki, sławne E … Chipsy to jedna w wielu pokus, które oczekują mojego przybycia. Zanim się z nimi przywitam, na moim sklepowym szlaku spotkam takich pokus dużo więcej. Dieta o nich wspomina po stronie rzeczy zakazanych. Komu robię krzywdę?

chips dieta

Podjadanie, lekkie odstępstwa od diety nikomu nie zaszkodziły. Dieta nie przynosiła spodziewanych efektów? Jest do bani. To jej wina. Samodyscyplina i zorganizowanie były po mojej stronie. Nie ma wygranych. Dieta to nie zbawiciel. Na krzesełkach przed gabinetem dietetyka siedzą puszyste panie, rozmawiają o zbędnych kilogramach. Słucham z uwagą. Dieta to pierwszy krok w walce z tuszą. Po wyjściu z gabinetu każda z pań zdaje relację. W dłoni dzierży dietę. Wsłuchuję się, czy będzie jakiś element o przełamywaniu barier w głowie. Cisza. Dieta wypisana jak recepta.

Od września jestem na diecie a raczej na zaleceniach. Tabela ma trzy kolumny. Produkty dozwolone, zakazane i od czasu do czasu. Kilka potyczek przegrałem. Wojna jeszcze trwa. Bilans jest dla mnie dodatni. Stoję przed półka z chipsami. Od września nie kupiłem ani jednej paczki. Nie tylko chipsów … Im nie robię krzywdy. One nie mają takiego dylematu.

Kolorowe okładki gazet kuszą najnowszymi dietami. Efekt smukłej sylwetki gwarantowany. Kolejna dieta do kolekcji. Jak nie potrafisz zastosować diety, to jak radzisz sobie z innymi zadaniami? Komu robisz krzywdę?

  • Dieta kojarzy mi się z czymś na chwilę, a powinna być do śmierci. Stosujemy dietę po to, aby osiągnąć jakiś cel, ale co zrobimy, gdy stojąc na wadze ujrzymy wymarzone cyfry? Nie pamiętamy wtedy tych zasad, które są polecane po zakończeniu diety. Powrócimy do tych niezdrowych posiłków i nadal będziemy zajadać się chipsami i czekoladą…. to po co władowaliśmy tyle wysiłku w to, aby osiągnąć zdrowy poziom w życiu…przecież nie po to, żeby po osiągnięciu celu wszytko spartolić! Słowo dieta powinniśmy zamienić na „zdrowe odżywianie”, które powinno towarzyszyć nam już na zawsze… wiem, że łatwo się mówi, bo sama walczę ze swoimi słabościami, ale najważniejsze to zdać sobie sprawę z tego, co jest korzystne, a co nas wyniszcza :-)

  • Zgadzam się z Tobą. Diety serwują jak receptę na szczęscie, itp. A tu chodzi o naukę zdrowego żywienia- co jak i dlaczego. Bez tej elementarnej wiedzy powodzenie kolejnej „diety cud” jest marne.
    ps.Podziwiam za odstawienie chipsów- to jest moja słabość (dzisiaj poszły paprykowe crunchipsy ;)