Dlaczego rowerzyści nie uśmiechają się?

Nie mam pojęcia. Cały czas się nad tym zastanawiam. Wczoraj odświeżyłem nowy/stary rower. Wyrównałem ciśnienie w oponach i … pojechałem. Zrobiłem małą rundkę. W zeszłym roku nie kręciłem kołami bo szkoda mi było szczeniaka. A na trasie widzę, że problem dalej nie został rozwiązany. Dlaczego rowerzyści nie uśmiechają się?

No, dlaczego?

Podładowany espresso, uzupełniony kawą na zimno – frappe z mlekiem, czyli espresso, lód i mleko. Odkurzyłem rower. Przetarłem z kurzu, aby dobrze prezentowało się logo … ruszyłem. Kapcia nie było, hamulce działają. Mogę wyjechać na szerokie wody.

Dawno temu jeździłem rowerem, który potocznie nazywało się „ukraina” Jedna przerzutka, rama wysoka, koła słusznych rozmiarów. Jak już bestia się rozpędziła to … żal było hamować. Nad wdziankiem na rower się wtedy nie zastanawiałem. Zostało mi to do dzisiaj.

Wsiadłem na stalowego rumaka. Świat pędził pod kołami. Jechałem. Była radość. Jest radość. Zmęczony, szczęśliwy, z zakwasami, z triumfem na koncie jak się udało wjechać żelastwem pod górkę a nie rower wprowadzić. Do następnego dnia.

Spoglądam przelotnie na zegar. Sporo czasu upłynęło od wyjazdu. I co z tego! Szczęśliwi czasu nie liczą. Brakujące kalorie uzupełniłem zawartością lodówki. Kałdun pełny, człowiek zadowolony. Na ścieżce spotkałem kilkanaście osób. Były pozdrowienia.

Obecny rumak to już inna historia. Lekki, zwinny. Rower przydzielony do klasy hybryd: fitness i szosówka. Zanim kupiłem, trzeba było sprecyzować gdzie będę jeździł i po czym. Dawniej tak nie było. Rower jeździł gdzie mu kazałem.

Wdzianko? Jazda na rowerze to nie wybieg, żaden pokaz mody. Trampki miały jedną funkcję do ogarnięcia. Dobrze naciskać na pedała. Z krótkimi spodenkami, koszulką też nie było problemu. Oby czysta była bo inaczej będzie wstyd. W drogę.

Jadę. Jedzie kolaż. Wdzianko z żurnala. Elegancko pociąga łyk z bidonu. Patrzałki na nosie, oczu nie dojrzysz. Mina poważna jakby do filharmonii jechał. Nastraja się na drodze, słuchawki w uszach. Na pozdrowienia nie odpowiada.

Jadę. I jadę i … Rowerzyście seniorzy jadą z klasą. Turyści. Jechał tą trasą wczoraj a mimo to podziwia. Uśmiecha się. Pozdrawia. Młodzi na dorobku jadą na zadyszkę. Doganiają mnie, wyprzedzają a potem sprawdzają czy dystans jest odpowiednio daleki, aby mogli zwolnić.

Czasami siadam im „na koło” Trzymam się tuż za nimi. Sprawdzam kondycję. Rumak bierze na siebie większość zadania. Czasami zwalniam by za chwilę wrócić na ogon. Jedziemy. Mógłbym wyprzedzić, ale, po co … kondycja sprawdzona.

Rowerowi milusińscy. Niemal zawsze pozdrawiają. Zdarte łokcie, kolana … jest zabawa.

Wracam do domu. Nie ma suplementacji. Wystarczy woda z bidonu. Nie mam wdzianka. Mam kask, trzeba chronić dobytek. Ściągam. Zmęczony, spocony … zadowolony. I o to chodzi. Pozdrowienia rozdane, ale – niestety – w węższym zakresie.

Dlaczego rowerzyści nie uśmiechają się?

Nie mam pojęcia. Zagadka nierozwiązana. Rowerzyści nie uśmiechają się, … bo nie lubią? Przecież rower to zdrowy tryb życia. Ruch. Rowerzyści nie uśmiechają się, bo … liczą kalorie, trasę. Rowerzyści nie uśmiechają się, bo zapomnieli, że rower to wolność.

Dlaczego rowerzyści nie uśmiechają się … niech mi ktoś odpowie?