Domowe zmagania z espresso, czyli homebaristy przypadki

Wydawało się sprawa jest prosta. Będzie prosta. Wystarczy odpowiednio wcześniej włączyć ekspres, – aby się wygrzał, zmielić kawę, ubić w kolbie, podpiąć kolbę pod grupę. Pstryknąć. Podstawić filiżankę. Chwilę poczekać. I już. Domowe zmagania z espresso dobiegły końca.

Upłynęło sporo czasu, kiedy zaparzyłem pierwsze espresso. Ta chwila trwała krótko. Espresso smakowało, ale nie mogło być inaczej. Musiało smakować. Należało tylko przekonać samego siebie, że tak ma być – i jest ok.

Ten wpis dedykuję osobom, które zastanawiają się czy warto poświecić czas na opanowanie sztuki parzenia espresso w domowym zaciszu.

O parzeniu kawy w automatycznym ekspresie pisałem tutaj. Wspominam o tym na samym początku z tego powodu, – że w automacie espresso nie zaparzymy. Będzie to „coś” podobne do espresso. Tylko podobne. Wszystkie znaki na niebie mówiły – to nie jest espresso – nie polemizuj z tym. Zaakceptuj.

Byłem uparty. Zmieniałem ustawienia automatu, mierzyłem czas, sypałem różnistą kawę. Za każdym razem to była mała czarna. Oczywiście wszystkie udogodnienia producenta, które miały napar zbliżyć do espresso – sprawdziłem.

Jeśli chcesz espresso – odpuść automat.

Jeśli szukasz wygody – wybierz ekspres automatyczny.

O tym, jaki ekspres kolbowy masz wybrać do espresso – ten wpis nie traktuje. Jeśli się zdecydujesz – wybór jest duży i znajdziesz coś dla siebie. Nie piszę tego złośliwie, bo mam ekspres kolbowy – piszę, abyś się nie rozczarował. Domowe zmagania z espresso mogą doprowadzić do szału.

Ach to espresso …

Espresso – wyrazista kawa, która o u jednych budzi strach (nie będę spała w nocy!) a u drugich wywołuje gorące emocje – jest konkret, jest gęsto, intensywnie, lepko. Co by tu jeszcze napisać, aby zachęcić do espresso … jest pięknie. Wykwintnie.

Domowe zmaganie z espresso początki miało takie …

Pierwsze espresso smakowało. Potem było gorzej. Na początku kawę do espresso mieliłem młynkiem Comandante, który wg zapewnień producenta i osób związanych z kawą – dawał radę z przemiałem do espresso. Jednak manualne mielenie z czasem stało się zbyt czasochłonne.

Wymieniłem dwie rzeczy do tej pory: ekspres i młyn do kawy. A to jeszcze nie koniec. To, że na blacie stołu stoi ekspres i młyn, nic nie znaczy. Nic. Dosłownie. Kawa. Ziarno. Z byle czego espresso nie zaparzymy. Chyba, że tworzymy ładną ekspozycję do podziwiania. I to mają być eksponaty. Jeśli tak – dalej nie czytaj.

Jeśli espresso to nasze przeznaczenie to przed nami świetlana przyszłość. Odpowiedni, – czyli dokładny tamper, który idealnie współpracuje z sitkiem. Sitka do espresso. I to już prawie koniec, bo zostaje jeszcze nam opanować sztukę parzenia espresso. Nie to jeszcze nie koniec …

Przed nami magiczne 25 sekund parzenia espresso, gdzie pierwszy strumień ma ukazać się na wylewce po siedmiu sekundach. Przed nami doza, uzysk, ratio. Przed nami – poznawanie kawy. Kawy. Kawa, która wzniesie nas na szczyty zachwytów jak i rzuci w przepaść. Wiem coś o tym.

Espresso gorzkie, cierpkie, kwaśne, śmierdzące. Przepalone. Magiczne 25s? A kto powiedział, że to musi być reguła? Dlaczego nie dłużej? Dlaczego nie krócej? A dlaczego tak a nie inaczej? Podobnych pytań padnie więcej. Przy odrobinie samozaparcia sami sobie odpowiemy.

I będzie „tygrys” crema, cętki. Będzie espresso.

Tajniki espresso …

Dawno temu napisałem tekst o parzeniu espresso, który delikatnie ujmując – nie powinien się ukazać. Przyznaję. W espresso są istotne szczegóły-detale. Niuanse. W necie znajdziemy sporo przepisów na idealne espresso. Kiedy ogarniemy je wszystkie, spojrzymy na te przepisy chłodnym wzorkiem okaże się, że …

Każdą kawę trzeba odkryć. Banalne? Nie. Trzeba wydobyć niej to, co najlepsze. Dobrać jej odpowiednie wdzianko. Ogrzać – dobrać temperaturę parzenia. Należy kawę dobrze zmielić (młyn), idealnie ubić w kolbie i podpiąć pod grupę. Opanować technikę. A wspomniałem o wodzie ? Woda do kawy jest również istotna.

Możemy wybrać się na szkolenie. Warto. Polecam

Dziś. Dzisiaj.

Kiedy piszę ten tekst jest za mną sporo kawy wyrzuconej do śmietnika. Specjalnie kupionej do tego, aby przećwiczyć ustawienia młynka, ubijania kawy w kolbie, dobieranie odpowiedniej temperatury ekspresu. Choć i zdarzyło się, że i dobra kawa lądowała w koszu. Teoria to jedno. Praktyka to drugie.

Kiedy parzę espresso, kiedy aromaty prezentują czar, których bym się nie spodziewał (np. winogrona) uśmiecham się  … dawniej w takie cuda bym nie uwierzył. Espresso wciąga.

I na sam koniec, – jeśli chcesz dobre espresso – przemyśl, czy poświecisz mu trochę czasu.

Jeśli nie będziesz miał(a) dla niego czasu – wybierz alternatywę np. aeropress. Domowe zmagania z espresso – zostaw bardziej wytrwałym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *