Festiwal Kawy i Mistrzostwa Polski Brewers Cup 2017 w Kołobrzegu

festiwal kawy bez zachodu slonca Majowy weekend szybko minął. Jak zwykle. W tym roku wybrałem się do Kołobrzegu, aby z bliska zobaczyć Mistrzostwa Polski Brewers Cup 2017 i Festiwal Kawy. Organizacyjnie do wyjazdu przygotowywałem się od kilku tygodni, mało brakowało a do wyjazdu by nie doszło. Kto czyta bloga ten wie, o czym piszę.

Na początku roku „usterka” zadomowiła się w mieszkaniu i sprawdzała naszą cierpliwość. Wyniosła się tuż przed długim weekendem. Jak to się mówi „w ostatnim momencie”. Zostawiła na niebie ołowiane chmury, które sączyły na ziemię krople deszczu. Chłodno i mokro.

Wyjazd na Festiwal Kawy nie zapowiadał się zbyt atrakcyjnie. Sprawdzałem prognozy pogody i wszystkie brzmiały podobnie. Będzie deszczowo i wietrznie. Opalanie się nie jest moim ulubionym zajęciem, na brak słońca nie będę narzekał, ale deszcz ewidentnie przeszkadza w spacerowaniu.

Przestało padać w piątek. Po śniadaniu. Zacumowałem w Ustroniu Morskim i pierwszy plan dostał szansę realizacji. Spacer promenadą od Ustronia Morskiego do Kołobrzegu … 15 km ( o ile mapy googlowskie nie kłamią). Spacer był w stylu slow – powoli. Do Kołobrzegu dotarłem w porze obiadowej, ale nim zapełnię kałdun, sprawdziłem gdzie będę obywały się mistrzostwa.

To nie było trudne …

Regionalne Centrum Kultury w Kołobrzegu miało na sobie wielki baner reklamowy – Mistrzostwa Brewers Cup i Festiwal Kawy. Adres imprezy sprawdzony, mogłem spokojnie udać się na obiad. Do Ustronia Morskiego wróciłem autobusem. Dla Bilbo była to atrakcja. Kierowca autobusu hamował dość mocno. Bilbo „jeździł” po podłodze w pozycji leżącej.

Jadę na Festiwal Kawy

Nie będę ukrywał, że palarnie kawy zrobiły na mnie wrażenie. Kawę mogę zamówić przez internet, nie trzeba było jechać specjalnie nad morze, ale klimatu festiwalu kawy nie poczuję w domu.

parzenie kawy na festiwalu kawy

Większość prezentowanych kaw gościła już w moim kubku. Porozmawiałem, posłuchałem historii o kawie. Spotkałem znajomych. Pooglądałem akcesoria do kawy. I oczywiście wypiłem sporo kawy.

A może jakaś historyjka?

Rozmawiam sobie miło z panem na stanowisku Etno Cafe, częstuję się kawą macerowaną na zimno – Cold Brew Coffee, wymieniamy się uwagami i od słowa do słowa, okazuje się, że pan jest z Nysy, czyli „rzut” beretem do Prudnika. Miła niespodzianka.

Młynek do kawy …

młynka do kawy na festiwal kawy nie moglo braknąc

Stoisko Comandante nie było mocno oblegane. Młynek robi wrażenie, ale przeraża ceną, za jakość trzeba płacić. „Ferrari” wśród młynków do kawy. Niedługo napiszę o nim więcej. Jestem ciągle pod jego urokiem. Jakość wykonania i mielenia na najwyższym poziomie. Łamaną angielszczyzną rozmawiam z panią i … wymknęło się słowo – bloger. Otrzymałem czapkę Comandante, którą możecie podziwiać na zdjęciu na FP.

Mistrzostwa Polski Brewers Cup 2017

Obywały się w budynku RCK w Kołobrzegu, ale można było je oglądać na zewnątrz na telebimie i były transmitowane w necie. Bilbo to szczeniak beagle i nie bardzo rozumiał, że nie jest najważniejszy na festiwalu. Szczekaniem witał każdego nowego kolegę – psa. Z takim jegomościem na salę nie bardzo wypadało się pchać. Na szczęście internet zabrałem ze sobą.

bilbo na festiwal kawy przygotwał specjalny zestaw cieszynek

Piknik śniadaniowy

Tego typu wydarzeniom zwykle towarzyszą stoiska z frytkami, burgerami itp. Nie było frytek … i dobrze. Pełno tego na mieście. Powiem jedno … ciabaty wyśmienite. Lody bomba. Na ciastka, torciki brakło już miejsca.

A kawa?

kawy na festiwal kawy prezentowaly sie okazale

Oj kawy było! I to dużo. Nie spotkałem się z odmową. Koło stoiska Audun Coffee to bałem się przechodzić. Audun bardzo sympatyczny człowiek, częstował kawą bardzo chętnie. Nie mogłem odmówić sobie zrobienia kawowych zakupów. Portfel był na to przygotowany.

Czy warto na takie imprezy się wybierać?

A co takiego ciekawego jest w parzeniu kawy, że warto tego słuchać. Idę do sklepu, kupuję paczkę kawy, wsypuję dwie kopiate łyżeczki do szklanki, zalewam gorącą wodą i mam kawę! Umownie nazwiemy to kawą, ale z dobrą kawą to nie ma nic wspólnego. Kuracjusze-turyści odwiedzali stoiska kawowe, była okazja, aby spróbować innej kawy niż ta ze sklepu. Rozmawiają dwie panie:

– Co piłaś?

– Jakąś Kenię

– Dobra?

– Smakuje jak polska kawa. Nic ciekawego.

 Jest okazja, aby skosztować innej kawy, poznać jej smak, aromat. Posłuchać wykładów, uczestniczyć w warsztatach kawowych, posiorbać na cuppingu. Poznać kawę od innej strony – tej mniej komercyjnej, nastawionej tylko na zysk. Jakim albo czyim kosztem to już sami sobie odpowiedzcie.

Nie namawiam do całodziennego słuchania o parzeniu kawy, kiedy nie jesteśmy nią zbyt zainteresowani, ale bardzo ją lubimy w postaci płynnej – Festiwal Kawy może znacznie poszerzyć naszą wiedzę o kawie. Spojrzymy na nią z innej perspektywy i nie będzie ona już wtedy zwykłym napojem ze sklepu.

I w pakiecie jest widok na morze

  • Tą „okazję do spróbowania innej kawy” przypomniałeś mi o „typowych Kowalskich” w kwestii piwa. Jedzie czasami taki jeden z drugim na wycieczkę zagraniczną, czasami na drugi koniec świata i po powrocie podnieca się, że mógł się napić swojskiej Perły (jestem z Lublina), bo była akurat w Japonii. No litości! Gość ma okazję spróbować czegoś lokalnego a przepłaca (wiadomo, koszt transportu itp.), żeby napić się sikacza, który pije codziennie w domu. Ech…
    Nie jestem kawoszem, u mnie w kawie 3/4 to musi być mleko, żeby zneutralizowało kofeinę (inaczej bardzo źle się czuję przez resztę dnia). Ale chętnie bym popróbował różnych wynalazków a przynajmniej nawąchał aromatów :)

    • Z piwkiem dobry przykład.
      Na festiwalu nawąchałbyś się aromatów i popróbował kawy. A przy kubeczku kawy prowadzi się naprawdę ciekawe rozmowy z baristami.

  • Mieszkać tak blisko i nie być? Wstyd mi…

  • Nie byłam, ale festiwale kawy robię sobie średnio co 2 tyg.gdy w lokalnej palarni kawy kupuję nowy smak :-D