Jak pozbyć się szerszeni – poradnik dla laików

Jak pozbyć się szerszeni ? Odpowiedź jest prosta. Podchodzisz, pryskasz aerozolem lub gaśnicą albo dla ułatwienia sytuacji wzywasz firmę specjalizującą się w temacie. Betka. Co innego, kiedy temat dotyczy nas bezpośrednio.

W tym roku owady bardzo mnie polubiły. Najpierw opanowały mój loft. Szerszenie. Zarządca budynku – jak to się mówi stanął na wysokości zadania i wezwał firmę. Pan z firmy – styl drwala – gaduła, chętnie podzielił się wiedzą i zagrożenie usunął.

Kiedy już myślałem, że będę zażywał błogiego spokoju …

Do pracy jadę rowerem – wersja klekot, jakbyście chcieli zamówić poranne budzenie to mogę rano przejechać pod oknami. Ta wersja ma swoje plusy i minusy. Plusy są takie, że trudno ją opanować. Rower trochę latek już ma na koncie. Minusy … jakby się ktoś na niego połasił to …

I tak sobie otwieram rano drzwi od komórki a tu jedna osa … druga osa, odgoniłem. Wsiadam na żelaznego rumaka i jadę. I tak się zastanawiam – a co te osy mnie tak rano żegnają przed pracą? Do środka komórki nie zaglądam, bo rower w samym wejściu stoi.

Zaglądam i … tuż obok ucha piękny kokon wisi. I tak bez pozwolenia? Żadnej zgody na budowę nie wydawałem. Poczekałem na wieczór, aż wieża kontrola wyda polecenie powrotu do hangaru i … aerozol.

Ulga nie trwała długo.

Wpatruję się w cyferki na ekranie monitora. Jestem w pracy. Dzwoni nieznany numer.

-Panie Robercie czy pan ma na działce szerszenie? – zdziwiony lekko i nie załapawszy od razu tematu – Tak, luzem trzymam – pomyślałem. – Niech pan sprawdzi, bo to zagrożenie … – zarząd działkowy dzwoni.

Szerszenie na działce? Dopiero kosiłem trawę i to pod samą altaną i żadnej powietrznej obstawy nie było? Chyba ktoś mnie wrabia? Moment, mam wrażliwą sąsiadkę … stop … monitorującą jak sąsiadka z bloku. Taka, co wszystko widzi a niby śpi.

Idę na działkę. Podchodzę i … widzę, że bombowce z budulcem już latają. Lądują i znikają w czeluściach strychu. No i co teraz? Ułańska fantazja? Przecież jest wujek Google, który wie wszystko.

Straż Pożarna nie bardzo się kwapi. Mają większe zmartwienia. Pan z firmy zajęty. Działkowców wywiało. Pierwsze linki w wynikach wyszukiwania … jak cię szerszeń dziabnie to  … kopytami do przodu wyjdziesz z tej potyczki.

Najlepiej zarzucić na gniazdo zimną płachtę. Stop. Drugi link twierdzi, że tylko je tym rozjuszę. Podpalenie odpada, bo tylko szerszenie mają się wyprowadzić a nie cała altana do wymiany. Przeglądam Youtuba. Niby pełno rad i porad, ale jakoś nie dowierzam.

Opracowuję plan.

Lokalizacja gniazda.

Gniazdo przyklejone do bocznych desek. W trakcie budowy. Łatwe dojście do wlotu gniazda, ale już samo podejście do gniazda utrudnione. Trzeba się czołgać w kuckach. Na strych wejście wielkości włazu. Droga ucieczki utrudniona. Brak drabiny. I około 4-5 metrów wejście od gniazda.

Zagrożenie

Czy szerszenie mogą kogoś dziabnąć? Kosiłem pod nosem gniazda trawę i jakoś się nie wkurzyły. Wibracje kosiarki nie wywołały furii – na szczęście. Ale jak się towarzystwo zaaklimatyzuje i przystąpi do obrony może być nieciekawie.

W markecie kupiłem największą gaśnicę na szerszenie, jaka była dostępna. Wieczorem, kiedy już nikogo nie było na działce nie tylko tuż obok, ale i dalej, przystąpiłem do dzieła.

Nie była mi w głowie żadna ułańska fantazja, choć kogo bym nie zapytał, każdy miał radę, ale nikt szerszeni się nie pozbywał. I to jest w tym wszystkim dość ciekawe. Nikt nie ma problemu – a każdy ma radę. Nikt nie wspomniał o firmie, która zajmuje się owadami.

Temat jest poważny. Zagrożenie istnieje. Ubrałem się grubo. Bosze, upał z nieba się leje … mam na sobie trzy bluzy, czapkę, owinięty szalikiem, tylko oczy wystają. Parę spodni na sobie. Stopy. Stopy wyglądały komicznie – sandały.

Zgodnie z zaleceniami – najpierw spryskałem wokół wejścia do gniazda a potem większą dawkę zaaplikowałem w samo wejście do gniazda. Wszedłem do altany, wychylam się przez wejście wielkości włazu, wcześniej włączyłem i ustawiłem latarkę.

Jakie głośne bzyczenie! … lecą do mnie … atakuję z daleka gaśnicą i nagle brakło amunicji. Gaśnica się skończyła. Wybiegłem z altany. Zapomniałem zabrać latarki. Muszę wrócić. Rynsztunek już mi ciąży, upał daje popalić. Skradam się do altany. Nie widzę wroga. Czuję zapach gaśnicy. Szybko zabrałem latarkę.

Nazajutrz kupiłem drugą gaśnicę. Sprawdzam arenę działań wojennych. Cisza. Sami polegli. Jednak do gniazda mam daleko, nie będę go usuwał na siłę. Poczekam. Jeszcze troszeczkę prysnę.

Jak pozbyć się szerszeni ?

Z głową. Nie jestem uczulony na jad, ale to niczego nie zmienia. Zagrożenie było. Każdy działkowiec chce wypocząć na działce. Nie potrzebuje dodatkowych wrażeń, że coś go dziabnie.

Wiedza z netu ma to do siebie, że jest czasami podszyta niepotrzebnym bohaterstwem. Jak inaczej nazwać gościa, który w filmiku zamieszczonym na YT walczy z szerszeniami w samo południe. To nie western.

Nie czuję się doświadczonym wojownikiem walczącym z szerszeniami. Żadnym bohaterem. Martwy bohater to marny przykład do naśladowania. Trzeba realnie oceniać swoje możliwości. Miałem możliwość porozmawiania z panem zajmującym się owadami. Strażakiem.

Podjąłem środki ostrożności. Tej nigdy za wiele. Nie ryzykowałem życiem innych osób. Wiem, że płynie w nas ułańska krew. Nonszalancja nas nie uratuje.

Jeśli nie czułbym się na siłach – odpuściłbym.