Jak zostałem hipsterem mimo woli

jak zostałem hipsterem mimo woliJak zostałem hipsterem mimo woli? Dzięki uprzejmości „biznesmenów”, którzy mają sporo gotówki przy tyłku i dodatkowa fucha już ich nie interesuje. Zanim przejdę do meritum wpisu, przedstawię tło historyczne, bo biznesmeni to wisienka na torcie.

Uroki mieszkania w starej kamienicy są niewątpliwe. Słyszę, kiedy sąsiad wraca do domu i kiedy wychodzi na spacer. On zapewne mnie też słyszy jak człapię wieczorem z psem na spacer. Stare kamienice mają ten urok, że co jakiś czas trzeba coś naprawić albo coś wymienić. O starej kamienicy przypomnieli sobie włodarze miasta i postanowili lokatorom starej kamienicy wymienić rury na wodę.

Zanim przyjechała ekipa remontowo-wymienno-partaczowa na drzwiach wejściowych kamienicy pojawił się komunikat, że remont będzie trwał tylko dwa tygodnie. Z planowaniem zawsze w kraju były problemy. Pierwsza pięciolatka było utrzymana w terminie tylko po wojnie. Jednak duch w narodzie nie ginie i tradycja została podtrzymana.

Wymiana rur trwała cztery tygodnie. Plan przekroczony w stu procentach. Nagroda planiście się należy. Przy okazji muszę wspomnieć, że ekipa o siebie również zadbała. Pięć razy wydłubywano rury z głębi ziemi, ale tak było w planie. Odkopać, zakopać … odkopać …

Skutkiem ubocznym kilkukrotnego podłączania rur była wiosna w kranach. Była trawa, piach i glina. Kwiatów nie było. Były zapchane filtry, perlatory w kranach a stąd już prosta droga do hipsterstwa. Pierwsze oznaki, że nowa–stara fala ogarnie kamienicę była niespodziewana.

Nie było żadnego zwiastuna. Od razu było z grubej rury. Mocnym akcentem o sobie przypomniały, w pierwszym szeregu maszerowało powietrze, które przecierało szlak wodzie o brunatnym zabarwieniu. Woda miała niskie ciśnienie i piec gazowy pokiwał palcem, że przy takim strumieniu to wody nie opłaca się podgrzewać. Przyjechał pan serwisant, pogroził palcem i zmusił piec do ocieplania stosunków z wodą.

Jak zostałem hipsterem …

Serwisant wyjechał. Piec to zauważył i postanowił się odegrać. Piątkową wieczorową porą pokazał środkowy palec. Nie będzie piec mi tu groził palcem! Zawezwę fachowca i nie będzie żadnych oznak radości w świątyni relaksu tzn. łazience.

Ale …

Jest sobota. Dzwonię do fachowca i zonk. Nie ma czasu. Urodziny, nie wiem, której to już córki, ale wnioskuję, że ma ich całe przedszkole, bo podobne uzasadnienie już słyszałem. Uruchamiam kontakty. I teraz będzie o wisience na torcie – o fachowcach. Fachowców cała lista … Dzwonię, tłumaczę, w czym problem, … że nie ma ciepłej wody, ale nikogo to nie interesuje. Jest sobota. Mamy weekend. Otrzymuję gratisowo wykład o kodeksie pracy, że wysłanie pracownika będzie droższe, bo przepisy i takie tam … Owszem, panowie fachowcy przyjadą w poniedziałek.

I co dalej …

Nie ma chętnych. Pomimo tego, że akceptuję wyższe rachunki. Może jakbym był pod krawatem … Czuję, że wymagam zbyt wiele. Słyszę, że klienci mają wysokie wymagania, ale nie chcą za nie płacić. Jakość ma być z wyższej półki a cena z marketu i to po uwzględnieniu rabatu, promocji itd.

I zostałem hipsterem

Bród po wyżej pięciu centymetrów sam odpada. Będę miał dredy na głowie. Dzień dziecka w kwietniu. Wielka radość. Aż tu nagle smart ogłasza radosną nowinę, że jeden fachowiec pochylił się nad losem hipstera. Fachowiec serwisowy. To też wiele mówi o firmie. Prowadzący działalność gospodarczą zapewne wylewają łzy nad swym okrutnym losem i bezwzględnymi klientami, którzy nie płacą. Oni są zawsze do usług.

Dalszego opisu tej jakże przerażającej historii nie będzie. Zostałem hipsterem. Powrót do korzeni jest niezwykły.