Kawowe retrospekcje z podróży, czyli tam i z powrotem.

Przychodzi ten czas, kiedy odkładasz sprawy służbowe na bok. I jedziesz w świat. Jedziesz sprawdzić czy wyczarowany szklany kawowy świat ma coś wspólnego z tym realnym. Czy będą nieziemskie doznania smakowe, czarujące aromaty. Będzie relaks. Dziś kawowe retrospekcje z podróży.

Przezorny zawsze ukawiony :-)

Cold brew do kinto. I jedziemy. Na trasie preferuję naturalne dopalacze, gdzie zawartość jest dobrze znana. Niezbędnik kawosza to młynek, dripper, filtry, waga i trzy paczki kawy. Alternatywa na wypadzie rządzi.

Zatrzymałem się na kawowy postój w miejscowości Tleń. Przystanek Tleń. Woda i las. Las i woda. Cisza i spokój. Spokój i cisza. Leśne szlaki są wspaniałe. Spotkałem tylko fotografa z wielkimi teleobiektywami – w końcu niedaleko Tuchola a wokół rezerwaty i parki. I wozy nadleśnictwa na patrolu.

Przystanek Tleń waży piwko. Piwo rzemieślnicze. Nie sklepowa sztampa. Kawa od Auduna. Pierwszy zwiastun dobrej zmiany. Przeważnie na młynie panuje kawa, która dostępna jest w każdym sklepie. No, niemal każdym.

Niestety potencjał kawy został zmarnowany. Obserwując czas podróży kawy do klienta z pociągu zwanego ekspres – w trasie zmienia się on w przewozy regionalne. W rezultacie kawa przyjeżdża z opóźnieniem.

Kawowy szlak wiódł do Gdańska. Na kawowym szlaku była kawiarnia Cafe Drukarnia. Zestaw obowiązkowy – espresso i ciacho. Ciacho pycha. W trakcie transportu zgubiła się szklaneczka z wodą do espresso. Espresso w cytrusowych klimatach.

Był las. Było morze. Pora na góry. Sudety Wschodnie. A na trasie kawowego szlaku – Lądek Zdrój. Kawiarnia serwująca domowe wypieki. Kawa tradycyjnie – ta sama marka. Jednakże miła pani zadaje niedyskretne pytanie:

Espresso pojedyncze czy podwójne ? Dawno tego pytania nie słyszałem. Myślałem, że zostało zapomniane. Podwójne espresso było sporej wielkości. Niezły uzysk – przyznaję. Było prawie jak americano.

Kawowe retrospekcje przeminęły z wiatrem. Wspomnienia. Niezbędnik kawosza dobrze się sprawdził, chociaż zapomniałem serwera to kinto załatwiło sprawę. Poranna kawa na pomoście. Kawa nad morzem. Kawa w górach. Kawa wszędzie.

Cień nie przysłonił blasku kawowego szlaku. Drobne wpadki ze szklaneczką wody do espresso czy espresso wielkości americano – każdemu może się zdarzyć wpadka. Wakacje to tłumy ludzi. Nie usprawiedliwiam. Nie chwalę.

Kawowy szlak z roku na rok jest coraz bardziej urozmaicony. I to cieszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *