Kibel mam na głowie

kibelŚcieżka ukryta między drzewami, mało uczęszczana, ledwo widoczna. Nie ma strachu, że ktoś zobaczy a tym bardziej doniesie do odpowiednich organów. Można bezkarnie wyrzucić kibel.

Pisałem już kiedyś o segregacji śmieci. Starsze osoby, które wszystko wiedzą lepiej, wyrzucały wykoszoną trawę do ogólnego śmietnika zamiast na kompostownik. Jakie było zdziwienie, kiedy opłaty za śmieci podrożały. Jak to? Kto wyrzuca odpadki organiczne na śmietnik, przecież to doskonały naturalny nawóz. Olśniło przy płaceniu. Teraz inna historia, z takim samym zakończeniem, tylko bohater jest inny. Remont to grubsza sprawa, trzeba pozbyć się niepotrzebnych klamotów. Generalnie w takim przypadku zamawia się kontener na odpady, płaci za wywóz i śpi się spokojnie.

Ale, po co zamawiać kontener, zaoszczędzone grosze może wydać lepiej. Znajdzie się takie ustronne miejsce, mało uczęszczane, gdzie pod osłoną nocy, wyrzuci się kibelek. Kibel to brzydkie określenie, jak problem, który rozwiązuje. Krajobraz zyska nowy element upiększający, kibel podniesie walory i zabarwi go na kolor sraczkowy. Wyrzucający przyzna sobie jeden punkt do odwagi, dwa do oszczędności w budżecie. Dziesięć punktów do cwaniactwa.

A co po za tym? Nic. Na co dzień w domu segreguje śmieci: plastik, szkło, metal, odpadki organiczne. Na mieście zje batona, opakowanie schowa do kieszeni jak w pobliżu nie ma śmietnika, wyrzuci dopiero w domu. Jest taki przyzwoity. Nie ma wyrzutów sumienia z powodu kibelka. Kibel to niezbędny element łazienki, który się wymienia przy remoncie. Spełnił swoją funkcję. Przy wyborze nie było wstydu, miał być: z opadającą deską, problem był z kolorem: czy ma być biały, różowy czy niebieski. Z dumą się go wnosiło do domu.

Kiblowy wychodzi na spacer ze znajomymi, wybierają mało uczęszczane szlaki, wybierają ten ukryty, obok kibla. Niebo niebieskie, lekki wietrzyk, spacerujący wciągają powietrze w płuca, delektują się nim jak szkocką. Obrazy wokół spinają całość, jest pięknie. Kibel wynurza się z otchłani jak łódź podwodna. Psuje krajobraz, ale Kiblowy z pokerową twarzą mija go.

– Ludzie są okropni, chcą czystości a sami robią burdel – komentują znajomi.
– Dokładnie – Kiblowy nie traci rezonu – Jakbym dorwał takiego w swoje ręce…

Kibel zrobił z mózgu sraczkę. Kiblowy czuje się rozgrzeszony, nikt go nie złapał za rękę, akcję będzie mógł powtórzyć z innym eksponatem. Zmieni zdanie dopiero jak go złapią. W sumie to nie chciał tak zrobić, tak wyszło. Nie miał wyboru.

11 myśli w temacie “Kibel mam na głowie

  1. BashaMyWay

    Uśmiałam się! Też mam takiego kiblowego u mnie na osiedlu, który każdego poucza o tym jak żyć, segregować nawet parkować. Podejrzewam, że u niego też znalazłby się jakiś kibel na polanie..

    Odpowiedz
  2. Bookworm

    A u nas po osiedlu grasują „mróweczki”, które pilnie czyszczą śmietniki z surowców wtórnych i „przydasi”. Znajomy kiedyś wyniósł na śmietnik umywalkę i pognał na II piętro obserwować, kto to przygarnia takie elementy wystroju. Dobiegł do okna a … umywalki już nie było :)

    Odpowiedz
    1. Mr. Kaffeino Autor wpisu

      Szybkie te „mróweczki”.
      Kiedyś żaliła mi się taka „mróweczka”, że wypatrzyła pralkę na osiedlu, ale nie miała ze sobą wózka, daleko mieszka, nim wróciła, pralki już nie było. Konkurencja.

      Odpowiedz
    2. Bambosza

      Hahaha!!! Biedny nie zdążył ;) Ja też żeruję na śmietnikach. Sporadycznie, ale żeruję :) Jak znajdę coś fajnego do spożytkowania, szczególnie z drewna :)

      Odpowiedz
      1. Mr. Kaffeino Autor wpisu

        Tzw. sztuka z odzysku. To, co nam się nie przyda, inni wykorzystują w interesujący sposób. I o to chodzi.

    1. Mr. Kaffeino Autor wpisu

      Specjalność pouczanie – może kiedyś, któraś ze szkół otworzy taki kierunek :-)

      Odpowiedz
  3. Pingback: Ocean śmieci – nauka pływania już za nami!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *