Nieautoryzowana autobiografia Kuby.

nieautoryzowana autobiografia Kuby - lektura dla ludzi z dystansemTo biografia o porażce – rzekł autor. Utkwiło mi to w głowie. Dlaczego? Jak to? Info, że Kuba będzie gościem w Onet Rano przeczytałem na TT. Program odpaliłem wieczorem na ekranie telewizora. Kuba w dłoniach trzyma książkę – Nieautoryzowana autobiografia.

Będzie ciekawie

Kubę pamiętam z programu Halo Gramy. Banalne pytania. Podobnych programów było więcej, ale zapamiętałem tylko Kubę. Szybko mówił, szybko rozdawał nagrody. Wszystko było szybko. Tak jest do dziś.

Nie mam zamiaru recenzować biografii. Przeczytałem, bo byłem ciekawy. Byłem ciekawy spojrzenia autora. Na otaczającą rzeczywistość. Na samego siebie. Do tego tzw. show-biznesu.

Programy talent show nie interesowały mnie, jako trampolina do kariery, bardziej jak ten biznes funkcjonuje. Jak to działa z tyłu sceny, ale jeszcze bardziej, co o tym myśli juror, który „obserwuje” to zjawisko zza jurorskiego stołu.

Mam zawsze obawy, że scenariusze do tego typu show nie pisze tylko życie, ale jest to sztuka rozpisana dawno temu. Sukces pierwszej edycji Idola, utwierdził mnie w przekonaniu, że selekcja uczestników przez jurorów nie zawsze jest skuteczna.

Jajecznicę lubię, ale wydaniu Ali była niestrawna.

Autor pisze o kulisach programu, o podejściu uczestników, które nie zaskakuje. Dziś powodem do chwały jest bycie ignorantem, robimy z tego zaletę – to powód do dumy.  Wstyd? Jaki wstyd? Wstyd, który nosi się jak order. Taki mamy klimat.

Dawno temu, kiedy firma nie oszczędzała na necie – rano słuchałem Poranny W-F. Przez parę godzin byłem w innym świecie. Absurdu, śmiechu, satyry. Przerysowana była ta audycja, nic nie trzymało się kupy. Ta audycja nie była do ogarnięcia dla wszystkich.

– Jak możesz tego słuchać? Oni tak na poważnie?

Figurski i Wojewódzki. Panowie rozstali się. Rozstanie było bolesne, szczególnie jak atmosfera wokół tego jest napięta. Do komentowania sytuacji zabierają się wszyscy a przede wszystkim ci, którzy chcą na tym tle zabłysnąć.

Czytałem, słuchałem kilka komentarzy Karoliny Korwin-Piotrowskiej, która winą obarczała tylko jedną stronę. Brakowało w tym wyczucia i było płaskie. Niby obiektywnie subiektywnie. Nieautoryzowana biografia nie rzuca nowego światła na sprawę, podobnie jak autor uważam, że trzeba często patrzeć w lustro.

Autobiografię na początku czytało się ciężko. Kuba ma często odjazdy do bieżących wydarzeń w momencie, kiedy jeszcze opisuje szkołę podstawową. Do tej formy pisarstwa trzeba się przyzwyczaić, wyczuć klimat.

Nieautoryzowana autobiografia to …

To dla niektórych kit. Dla niektórych to syn dygnitarzy. Często słyszę synalek prokuratora. Nie dyskutuję. Szkoda czasu. Oni widzą i wiedzą wszystko. Przekonali samych siebie.

Kiedy ostatnia strona zapisanych literek uświadomiła mi, że to już koniec, zrozumiałem autora. Porażka „między wersami” toczy się. Porażka, na którą znajdzie się wielu chętnych.

Porażką będą osoby, którzy szukają w biografii sensacji. To jest życie. Życie Kuby.