O polityce przy kawie nie porozmawiamy

o-polityce-przy-kawie-nie-porozmawiamyO polityce przy kawie nie porozmawiamy. Będziemy jak żołnierze w okopach. Okopiemy się, będziemy się obserwować i strzelać do siebie ciętymi ripostami. Kto będzie pierwszy krwawił? To nieistotne.

O remoncie …

Trwa remont ulicy, przy której mieszkam. Od paru dni już wiem, że na remontach jak i na polityce znają się wszyscy mieszkańcy remontowanej ulicy. A gdzież tam tylko mieszkańcy! Wszyscy. A to źle, a to nie dobrze robią. Za krótko pracują. Za wolno pracują.

Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać. A tu nie o to chodzi. Kawa zaparzona, aromat wprawia nas w dobry nastrój, jest klimatycznie. Siedzimy wygodnie, raczymy się rogalikami, rozmowa przebiega w miłej atmosferze. I do stołu przysiada się polityka.

Zepsuła wszystko. Wprowadza nerwową atmosferę, niepotrzebny stan napięcia, który nikomu nie służy. Atmosfera siada. Kawa traci smak, aromat się ulotnił, rogaliki są czerstwe. O polityce przy kawie nie porozmawiamy.

Politykę traktujemy powierzchownie. Nie ma w niej jakości. Nie weryfikujemy źródeł. Wystarczą pseudonaukowe teorie bez pokrycia. Walimy cepem w adwersarza. Jak zobaczymy krew, pora kończyć. Nokaut.

Na horyzoncie wybory. Zaczną się igrzyska. Cztery lata temu byłem na debacie kandydatów na burmistrza. Padło pytanie – Jakie plany na zagospodarowanie terenu po upadłej fabryce? Ostatni odpowiadał urzędujący burmistrz. Kandydaci rozwijali wizje, których nie powstydziłby się Lem.

Giełda towarowa. Giełda rolnicza. Galeria handlowa. Baza noclegowa dla tirów. Hotel. Burmistrz się uśmiecha. Ponad połowa terenu została już sprzedana. Plany wizjonerów legły w gruzach. Prawo do informacji mamy wszyscy. Konstytucja.

Burmistrz nie udzieliłby odpowiedzi na toczące się przetargi w sprawie sprzedaży terenu a szczególnie o wysokości ofert – tajemnica handlowa. Zupełnie inaczej brzmiałaby odpowiedź kandydata, który orientuje się w sprawach gminy – nie opowiadałby bzdur.

Burmistrz krótko spuentował wypowiedzi kontrkandydatów. Było śmiesznie. Było zabawnie. Wyborcy mają kabaret. Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie. Kandydaci wciskają bezceremonialnie kit. Obietnice bez pokrycia.

Wyborca klaskał lepiej niż opłacony klakier. Nie sprawdza swego ulubieńca. On nie zna swoich praw, kandydat nie zna swoich praw. Ale na polityce znają się oboje.

Dlatego o polityce przy kawie nie porozmawiamy już nigdy.