Potrójne spotkanie z kawą Premium Bean&Buddies

Onegdaj bywało, że kawa była i to wystarczało. Czasy się zmieniają. Dziś. Dzisiaj kawa już nie jest rarytasem. Dzisiaj … i tu się na chwilę zatrzymam się i opowiem krótką historię. Wyobraźcie sobie, że siedzimy w eleganckim biurze.

Bean&Buddies w biurze. Eleganckim biurze.

Biały kołnierzyk. Szeroki uśmiech. Dokumenty leżą na biurku. Konfigurujemy samochód. Jesteśmy w salonie. Sprzedawca w ukłonach, z wyuczoną gestykulacją przedstawia uroki nowego wozu. Proponuje kawę. Dobrą kawę – zapewnia.

Na twarzy uśmiech. Kawa będzie równie dobra jak wóz, który właśnie materializuje się na ekranie monitora. Do biura wchodzi miła pani, na tacy kawa. Aromat kawy opanował biuro.  Koloryt zakupów w pełni.

 

Historia dobiegła końca.

Historia powtarza się …

 

Drugi zakup auta nie robił wrażenia. Cały anturaż znikł. Nie wprowadzono nowych elementów do układanki. Schematy i kalki opanowały biuro.

 

Kawa Bean&Buddies pojawiła się przed świętami. Trzy opakowania. Potrójne spotkanie z kawą premium. Palarnia kawy z Warszawy. Współpraca polsko-skandynawska. Jak każda palarnia posiada swoje unikalne metody pozyskiwania i wypalania ziarna.

 

Potrójne spotkanie z kawą premium – numer 4

Pierwszą paczką kawy, którą otworzyłem była – czwórka. Stuprocentowa arabica. Pomny tego, że kawa pozycjonowana do biur, nastawiłem się na kawy z mlekiem i czarną. I przyznaję na samym początku – z espresso nie dogadałem się. To jeszcze nie koniec opowieści o numerze cztery …

Spotkanie z kawą premium – numer 7

Kawa numer siedem: 85% Arabica i 15% Javan Robusta. Espresso było dobre. I tyle. Szukałem smaku w górnych temperaturach jak i dolnych. I … to jeszcze nie jest koniec opowieści o kawie numer siedem …

 

Spotkanie z kawą premium – numer 9

Kawa numer dziewięć budziła moje obawy. Otóż, w ubiegłym roku miałem na barze kawę z zawartością robusty 30% i spanie było wspomnieniem. W wyobraźni policzyłem wszystkie owce na hali. Czy teraz będzie tak samo?

 

Z espresso szybko się dogadaliśmy. Było puszyste. Miód gryczany i gorzka czekolada. Espresso było obowiązkowe. Kawa americano – espresso z kapką wody trafiało na podatny grunt. I to już prawie koniec opowieści …

 

Każda kombinacja z mlekiem nie zawodziła. Było słodko. Czekoladowo. Były andruty. Były biszkopty, orzechy włoskie. Było delikatnie, łagodnie. Było przyjemnie. Znajomo.

 

Opowieść o biurze jest nieprzypadkowa. Kawa Bean&Buddies jest jak ta kawa z biura. Za pierwszym razem jest przyjemnie. Dodaje kilka punktów przy zakupach. Potem klient edukuje się. Kawę doceniali goście, którzy byli nią zauroczeni. Nierzadko pojawiała się prośba o kolejną filiżankę kawy.

 

Jestem klientem biura z drugiej opowieści.