Spotkanie po latach ze starą znajomą – kawa Illy

Kawa-Illy-stara-znajomaSpotykaliśmy się prawie regularnie. Pulsowała na zabytkowym gzymsie czerwonym neonem. Wiedziała, że zabiorę ją ze sobą na zajęcia. Wiedziała, że zajęcia w jej towarzystwie płyną innym rytmem. Spotkaliśmy się po latach. Moja stara znajoma – kawa Illy.

To było dawno temu. Studia podyplomowe. Jazda do Wrocławia. Rzucanie cumy na firmowym parkingu i spacer w kierunku uczelni, ale zanim do niej dotarłem po drodze poznałem ją. To była ona – kawa Illy.

Kawiarenka niewielkich rozmiarów z miłą obsługą, która w lot odgadywała potrzebę strudzonego żaka. Kubek czarnej kawy poprawiał humor w oka mgnieniu. Trzymałem ją mocno. A ona nie tylko poprawiała humor. Ogrzewała dłonie i budziła kubki smakowe.

I nagle szok!!!

Moja znajoma z uczelni nie jest prawdziwą kawą. Dowiedziałem się tego z internetów. Kawa Illy to brudna woda, pseudo kawa. Kawa tylko z nazwy. Poczułem się jakbym się prowadzał po uczelni z panią lekkich obyczajów.

Rozstaliśmy się. Wybrałem się na kawowy szlak. A na szlaku pełno podrabianych przewodników. Tej kawy nie pij. Tą kawę spróbuj obowiązkowo. Historię kawy przewodnicy mają w małym palcu. I to bardzo małym palcu i krótka to jest historia.

Wspominałem na funpagu, że kanał Sundance emitował film dokumentalny o kobietach, które założyły plantację kawy. To był jedyny ratunek dla nich. Nie pamiętam czy to była Wenezuela, Kolumbia czy Nikaragua. Pomocną dłoń wyciągnęła kawa Illy. Obejrzałem film dwukrotnie.

Kawa Illy i …

Przy współpracy z włoskim producentem kawy, wymieniając opinie o kawie, wspomniałem, że znam kawę Illy. I bardzo mocno się zdziwiłem. Konkurent ani jednego złego słowa o kawie Illy nie napisał. Im dłużej rozmawialiśmy o Illy, tym bardziej byłem pod wrażeniem.

Okazją do ponownego spotkania był zakup ekspresu kolbowego. Zaprosiłem kawę Illy (dark roast). Pierwsze wrażenie po latach było równe mocne jak nasze pierwsze spotkanie. Espresso mocno kakaowe, przyprawione gorzką czekoladą. Po melanżu z mlekiem kawa Illy nabrała charakteru cukierków. To były Irysy, wersja karmelowo – krówkowa z lekką szczyptą toffi.

Za parę dni, tygodni a może i za kilka miesięcy spotkamy się ponownie. O starej znajomej trzeba pamiętać.