Subtelny klimat Kenia Githru AB by Hard Beans

subtelny klimat kenia githru abGdybym miał wybrać krainę kawy, która najbardziej potrafi zaskoczyć klimatem, byłaby to Kenia. Kenia, która przywodzi na kubki smakowe aromat porzeczek, cytrusów, łagodną czekoladę. Ten owocowy tygiel, ten owocowy misz-masz ma potencjał, który nie każda palarnia potrafi wykorzystać. Dawno temu, patrząc z perspektywy kawosza, gościłem kawę z palarni Hard Beans. Przyszła pora na kolejną kawę – subtelny klimat kawy z Kenia Githru AB.

Przyznaję, że nie pamiętam pierwszej kawy z Kenii. Może opisałem ją nawet na blogu. Zanim zasiadłem z nią do stołu, pamiętam dobrze, że rekonesans po wirtualnym świecie, który odbyłem, sprawił, że zapragnąłem jej jeszcze bardziej. Kawy z Kenii – niezwykle owocowe, soczyste, ociekające aromatem. Zniewalająca kubki smakowe.

Przez pewien czas weryfikując oferty sklepów z kawą, szczególną atencją darzyłem właśnie kawy z Kenii. Jednakże na samym początku wpisu użyłem zwrotu – byłaby to Kenia. Jest jeszcze jeden rejon kawowy, na który zawracam uwagę. O tym w innym wpisie, piszę o nim celowo, bo do końca jeszcze nie wiem, któremu przyznać palmę pierwszeństwa.

W palarni Hard Beans miałem okazję być podczas rozgrywanych zawodów Comandante Champiosnship, które odbywały się w Opolu. W tym roku nie byłem (2019). I przyszedł czas,  zapragnąłem kawy, która będzie owocowa i soczysta. Wybrałem Hard Beans Kenia Githru AB.

Fanem opakowań Hard Beans nie jestem. Ilekroć widzę na opakowaniu „kółeczka” jakoś od razu przychodzi mi do głowy nazwa miasta – Opole. To moje gdybanie ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Jednakże sam sobie nie odmawiam racji.

Kiedy już podziwianie opakowania miałem za sobą, dobrałem się do kawy. Uwielbiam ten moment. Uwalnianie aromatu, wciąganie go w nozdrza i ten odlot. Analiza w locie. Aromat. Pierwsze spojrzenie na ziarna kawy. Za każdym razem, przy każdym nowym opakowaniu – radocha ta sama.

Ziarno elegancko wypalone. Zero olejków na wierzchu. Piękny brąz. Comandate już czeka. Mielę. Kręcę korbą. Woda w czajniku daje znać, że za chwilę zaczynany zalewamy. Drip, chemex, kalita? A może coś innego?

Subtelny klimat Kenia Githru AB …

Pierwsze zetknięcie nie miało nic wspólnego z kawą z Kenii. Hard Beans coś pokręcił – pomyślałem. Nie czuję owoców, o soczystości nie wspominając. Halo? Tak to jest jak się człowiek spieszy i wciąga ledwo przepuszczoną kawę przez filtr. Daj jej człowieku chwilę oddechu. Niech złapie swój rytm. Po co ten pośpiech.

Po chwili rozgrzewam się aromatem rześkim, soczystym, nie mającym nic wspólnego z owocami. Coś nie tak a jest niesamowicie przyzwoicie. Wczuwam się, skupiam … jest czekolada z wysokiej półki – dla mnie to oznacza tyle, – że nie ma w niej cukru. Biała śmierć dostała prztyka. I to mocnego. W tle pobłyskują porzeczki.

Sam koniec kawy zwiastuje, że nie tylko temperatura spada, ale tyle, że kawa ubiera nowe szaty. Kawa o smaku czekolady, czekolady „płaskiej”, która gra na jednym akordzie, jednym rytmie. Gra długo i przeciągle. Kawa wyje jak wilk z Bieszczadach. To już koniec.

Nie.

Ten subtelny klimat kawy Kenia Githru AB to delikatnie przetykane włókna aromatu przez płótno smaku, które za każdym przebiciem wywołuje interferencje aromatu i smaku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *