To nie jest kraj dla miłych ludzi

to nie jest kraj dla miłych ludzi metalTo nie jest kraj dla miłych ludzi. Brzmi jak tytuł znanego filmu. Wydarzenia z ubiegłego tygodnia mogłyby posłużyć, jako scenariusz do filmu, choć jego zakończenie jest typowe (happy end) to niesmak po obejrzeniu pozostaje.

Pisałem tutaj o pewnym wydarzeniu, które miało miejsce w starej kamienicy. Zostałem hipsterem na dłuższy czas niż się spodziewałem. Przyjechał fachowiec postawił diagnozę, niezbędna część zostanie zamówiona i problem zniknie. Fachowiec zapomniał dodać, że również zniknie, ale… nim to zrobił, obiecywał, że na drugi dzień przyjedzie, zapewniał solennie, że część do pieca kurier już dowiózł, odbiera i już … już przyjeżdża ją wymienić. Nie przyjechał.

A to deszcz padał, a to robota u klienta się przeciągnęła i nie da rady. Tak było kilka dni. I czy nie mam racji tytułując wpis – to nie jest kraj dla miłych ludzi ? Byłem grzeczny. Krzykiem niczego nie wymuszę a tym bardziej groźbami. Nie tędy droga.

Środek tygodnia, śnieg za oknem, hipster ze mnie coraz większą gębą. Dobrze, że ogrzewanie działa. Fachowiec-wodzirej dalej mnie zwodzi. Do dziś nie przyjechał a wizyty nie odwołał. Tablet w dłoń i fachowca goń goń goń do pracy. Pierwsze kroki kieruję na lokalny rynek, dzwonię, opisuję problem.

– Zadzwoń pan jutro – słyszę – sprawdzę, czy mam taką część …

Z dzwonieniem nie mam problemów. Dzwonię i … fachowiec nie ma czasu, aby sprawdzić czy ową część posiada, właśnie jedzie do klienta. W ogóle, co ja sobie wyobrażam! Sprawdzi jutro. Czuję się jak natręt, który wymaga, aby fachowiec wszystko „rzucił”, sprawdził i natychmiast przyjechał. Ton rozmówcy jest tak uprzejmy, że odpuszczam dalszą rozmowę. Na końcu języka miałem tekst, że zadzwonię później, ale strach mnie taki ogarnął, że nie wydusiłem słowa. Nurtuje mnie jedno pytanie – po co w takim razie wyznaczył godzinę, o której miałem zadzwonić?

W poszukiwaniu fachowca, zataczając palcem coraz szersze kręgi na tablecie trafiłem do sąsiedniego województwa. Precyzując, żona trafiła. Fachowiec przyjechał, problem sprawnie rozwiązał. Przyjechał z sąsiedniego województwa i na samym początku już zaskoczył … zdjął buty! Banalna czynność, na którą nie zwracamy uwagi. Za oknem śnieg, błoto, wody po kostki, ale kto bym się tym przejmował, klient posprząta. Zdjął buty, piec naprawił … i był uprzejmy!

to nie jest kraj dla miłych ludzi błot w domu to podstawa po fachowcu

Historia jakich wiele

W sobotę fachowcy nie pracują nawet za wyższą stawkę. Terminy, które sami wyznaczają ich nie dotyczą a obietnice są bez pokrycia. Temat jest uogólniony, wszyscy fachowcy wrzuceni do jednego worka. Niemniej jednak zaskakuje fakt, że nie dbają o swój wizerunek. Usterka, jakich mało.