Umiejętność słuchania jest sztuką przez duże S

cierpliwoscWiedziałem, że będę musiał wrócić do szpitala, aby wykonać badanie, które udzieli odpowiedzi na nurtujące organizm pytanie. Takich osób jak ja było więcej. Zgłaszamy się w piątek na Izbie Przyjęć, meldujemy się na oddziale i zgłaszamy się w pracowni na wezwanie lekarza. Zanim to się spełni, jest przesłuchanie tzn. wywiad medyczny. Jedna osoba mówi – druga słucha. Umiejętność słuchania jest sztuką przez duże S.

Izba Przyjęć. Pani wypełnia dokumenty przyjęcia na oddział, podstawowe dane spisuje z dowodu osobistego. Wiem, jaki będzie ciąg dalszy. Będą pytania o szczepienia na żółtaczkę, o wizyty u stomatologa, o tatuaże, czy były zabiegi operacyjne. Łatwiejsza część dokumentu wypełniona. Pytania otwarte pani zadaje ze zniecierpliwieniem, przy kolejnym spisywaniu tego samego dokumentu to może nużyć, nie dziwię się. Nie wybiegałem przed szereg, mówiłem spokojnie i wolno, pani wchodziła w słowo i przechodziła do kolejnego pytania. Przerywałem odpowiedź, nie kontynuowałem nawet po chwili. Pani nie była zainteresowana, co było dalej, była zainteresowana zakończeniem procedury. Obok było drugie biurko, kolejna pani i kolejny pacjent. Podobna sytuacja, pacjent rozwija odpowiedź, pani przerywa. Kolejne pytania czekają. Umiejętność słuchania jest sztuką a na to nie ma czasu.

Wchodzę na salę. Sala duża, ściany w radosnych kolorach, 9 łóżek. Jestem piąty. Wybieram łóżko pod oknem. Trwa dyskusja. Panowie – pacjenci – niczym lekarze, rozwiązują zagadkę nabrzmiałych stóp i stawów, którą zadał starszy pan leżący tuż przy drzwiach. Sherlock Holmes szybko straciłby pracę, panowie-detektywi już to mieli albo znajomy znajomego już miał, leczył się tym i tamtym smarowidłem, brał takie a takie lekarstwa. Nie pomogły. Nie podejmuję tematu. Obserwuję.

Zainteresowanie moją osobą szybko minęło jak wyjawiłem, że celem wizyty jest badanie EUS. Kiwnęli głowami. Od razu widać, ze fachowcy, żadnych dodatkowych pytań, jak pani z izby przyjęć. Zgubił mnie smartfon. Panowie wiekowi, ale technologia nie jest im obca. Widocznie temat, który postanowili zgłębić ich przerósł. Doktor Google by się przydał do pomocy. Lekarz dyżuruje dwa pokoje dalej, ale to za daleko. Doktor Google jest na sali. Dna moczanowa – wstukuję hasło do zasobów doktora i wybieram najobszerniejszą odpowiedź. Panowie stawiają taborety obok łóżka. Czytaj – mówią. Czytam głośno, powoli, pokazuję załączone obrazy. Panowie kiwają głowami. Znajomy to miał. Po wykładzie dyskusja rozpoczyna się na nowo. Obserwuję ten sam scenariusz po raz kolejny. Jeden przez drugiego, wchodzenie sobie w słowo, przekrzykiwanie. Umiejętność słuchania jest sztuką. Panowie są sympatyczni.

Wieczorem na salę przychodzi kolejny pacjent. Nadepnął na gwoździa. Ubolewamy, każdy czuje ból w stopie. Oczywiście znajomy tak miał, kuzyn też wdepnął. Konsekwencje mogą być opłakane. Ropa się pojawiła? No panie! A zardzewiały nie był? A remont w domu. Deski porozrzucane po podwórzu, ekipa nie sprząta po sobie. Wygonić ekipę.

Pani przynosi dokumenty do wypełnienia. Pan z dziurą w stopie rozwija odpowiedzi, pani nie słucha, pan się denerwuje. Czego pani nie wysłuchała, koledzy z sąsiednich łóżek wysłuchali z najwyższą starannością. Podjęto temat po opuszczeniu sali przez wywiad. Obserwuję. Pan z dziurą w stopie to szpitalna recydywa, szpital nie ma przed nim tajemnic. Panowie przedstawiają swoje historie. Zaczyna się licytacja. Kto jest bardziej chory. Nie ma miejsca na oddawanie pola walkowerem, na jedną chorobę adwersarza, w odpowiedzi pojawiają się dwie nowe. Mocniejsze. Nikt nie ma czasu słuchać do końca historii choroby. Słuchanie jest umiejętnością. Obserwuję. Zabrałem ze sobą książkę pod wymownym tytułem, do czytania w zwłaszcza w szpitalu. Morfina.

Wieczorna wizyta. Lekarz zaprasza do gabinetu, będzie wywiad przed badaniem. Cisza. Lekarz przegląda dokumentację medyczną. Zadaje pytania. Odpowiadam, po chwili już wiem, że nie oczekuje odpowiedzi. To taka terapia. Przyjdę do gabinetu, wygadam się, takie gorzkie żale pacjenta. Będę się lepiej czuł, zrzucę ten ciężar z siebie na jego barki a lekarz … jest wspaniały. Wysłuchał mnie. Uśmiecham się. Dobrze się pan czuje – pyta. Dobrze. Umiejętność słuchania jest sztuką panie doktorze.

Drugi dzień pobytu. Dzień badania. Napięcie rośnie. Nie chodzę po korytarzu, czytam książkę, słucham muzyki (szpital ma Wi-Fi) przeglądam strony, obserwuję twittera. Obserwuję salę. Jest nas trzech. Jeden „robi” za wywiad, węszy, nadsłuchuje. Już kiedyś był na takim badaniu, nie ma obaw. Luz. Jako debiutant mam przewagę, nowe pole do odkrycia. Nie uprzedzam się. Przychodzi żona w odwiedziny. Pani mąż jest smutny od wczoraj, mało się odzywa. Chyba się denerwuje. Denerwował – relacja z pierwszej ręki.

Wracam z badania. O własnych siłach. Nie miałem tego szczęścia, aby wjechać triumfalnie na wózku do sali. Zdziwienie. W gabinecie, w którym wykonywali badanie też byli zaskoczeni, wstałem, założyłem okulary, zabrałem dokumentację medyczną, laćki na nogi i w drogę powrotną na salę. Znieczulenie chyba nie działa, a było dożylne. Pielęgniarka biegła za mną z wózkiem, byłem szybszy. Pierwszy na sali.

Jak było? Wyniki, kiedy będą wyniki? Zaspokoiłem ciekawość sąsiadów. No tak, tego można było się spodziewać. Sąsiad sąsiada też tak miał. Słuchają i nie słuchają, wiedzą swoje. Sympatyczni panowie zostają w szpitalu. Wysłuchałem kilkunastu historii o cierpieniu, o rodzinie. Nie było dyskusji o polityce. Panowie są uprzejmi, ciepli, grzeczni. Pomagamy sobie. Odnosimy talerze na wózek po posiłku, nalewamy herbaty do kubków a na końcu składamy sobie życzenia. Życzymy sobie zdrowia.

Wiem jedno. Umiejętność słuchania jest sztuką przez duże S.

  • Oj tu się zdecydowanie z Tobą zgadzam! Umiejętność słuchania ale też rozmawiania to sztuka!
    ps. A jak zdrowie? Mam nadzieje ze wszystko dobrze!

    • Mr. Kaffeino

      Umiejętność, której nigdzie nie nauczą.
      Worek żółciowy out i będzie ok. :-)