W objęciach Małej Czarnej z Wrocławia – palarnia kawy

W objęciach Małej Czarnej a dokładnie to w objęciach Costa Rica Las Lajas Perla Negra i Kenia Marimira PB. Mała Czarna to lokalna palarnia kawy z Wrocławia, którą zaprosiłem do siebie na święta i Nowy Rok 2019.

Jakże to święta bez kawy? Ano, zanosiło się. Z moim zrywem mało brakowało a zostałbym z pustą szafką kawy na święta. Palarnia Mała Czarna wypatrzona i obserwowana na Instagramie, czy zamówienie zdąży wysłać do świąt?

 

Mała Czarna palarnia kawy odpowiedziała – Zdążymy, choć mamy ogień w pracy.

I zdążyła. Zaprosiłem dwie kawy: Costa Rica Las Lajas Pela Negra PB, obróbka – black honey process, czyli (w skrócie):

 

  • zdarta wierzchnia pokrywa miąższu, przylegająca pulpa przywiera do ziarna, pozostawia się do wyschnięcia na słońcu.

Efekt? Więcej słońca w kawie przekłada się na większą słodycz, bardziej zaokrąglone body. Takie miodzio.

 

Nie będę ukrywał, że na pierwsze parzenie wybrałem właśnie kawę, która miała magiczną naklejkę z informacją, że kawa jest właśnie tak … obrobiona. Oczywiście, cały proces opisałem w skrócie, w rzeczywistości jest bardziej pracochłonny.

Zanim opiszę wrażenia aromatyczne i smakowe, napomknę tylko, że przystępując do napisana tego tekstu zaparzyłem te dwie kawy identyczną metodą – aeropress i recepturą podaną przez palarnie na opakowaniu kawy w tym samym czasie.

 

Costa Rica Las Lajas Perla Negra PB

Doza 18g kawy na 300 ml wody, temp. 95 stopni, Comandante ustawiony na 28 klik. Pierwsze zalanie 50g, czasowo rozkwitanie zajęło 30 sekund, potem zalewałem partiami pod korek, całość zajęła 2 minuty.

Bystrzaki zauważą, że do aeropressa trochę ciężko zmieścić trzysta ml wody.

 

Kenia Marimira PB

Podobna bajka jak powyżej, identyczny sposób parzenia.

 

W objęciach Małej Czarnej Costa Rica … czy Kenia Marimira ?

Która lepiej obejmowała i przyciskała do siebie?

 

Obie robiły to subtelnie, delikatnie. Ale … i właśnie to, ale…

 

Objęcia kawy Las Lajas były pełniejsze, napuchnięte aromatem truskawek, posmak winogron. Marimira była delikatna jak baletnica, ledwo muskała podniebienie aromatem brązowego cukru przeplatanego jeżyną. Obie były słodkie w obejściu, prowadziły się lekko i z uśmiechem na ustach. Obie zaprosiłem do tańca w tym samym czasie.

 

Nie były o siebie zazdrosne. W objęciach Małej Czarnej z Wrocławia … dam się kiedyś jeszcze porwać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *