W stronę latte art, czyli szkolenie Barista Basic w Java Coffee

Kiedy wrzucałem wpis na fanpage bloga, że moje latte art są bardzo abstrakcyjne i chciałbym trochę je urealnić w serducha to przyznaję – nie spodziewałem się takiego odzewu. Po kilku dniach termin został ustalony i … pojechałem do Warszawy.

To nie było typowe szkolenie.

Z mojej strony nie było typowe. Kolba pręży się na blacie od ponad roku. I cały entuzjazm wkładam w zaparzenie espresso. Żona twierdzi nawet, że – celebruję tą chwilę. Nie wypieram się. Zanim efekt końcowy spełni moje oczekiwania trochę kawy zdąży przez młynek przelecieć.

Szukam w espresso smaku. Aromatu. Posmaku. I zaniedbałem spienianie mleka. Dopiero przed samym wyjazdem na szkolenie zebrałem się w sobie i zacząłem spieniać mleko, aby nie było wstydu. Niestety wzory dalej przypominały mazy.

Na szkolenie wybrałem się do Java Coffee. Powiem Wam, że zakładając bloga nie spodziewałem się, że kiedykolwiek zawitam do jakiejkolwiek palarni kawy na szkolenie. A tymczasem byłem już w trzech palarniach. I mam jeszcze nadzieję, że kilka odwiedzę.

Wyjazd na szkolenie to była odskocznia od codziennych obowiązków. Do Warszawy często nie jeżdżę, więc była okazja na inne atrakcje. Jak choćby kilkuminutowa podróż Metrem. Pałac Kultury … niedawno byłem i jakoś nie miałem ochoty na ponowne zwiedzanie. Były inne … ciekawsze.

Oczekiwania homebaristy kontra …

Ile z tego, co potrafię zrobić z kawą ma wspólnego z realnym światem kawy. Czy dobrze ubijam kawę w kolbie ? Na samym początku wpisu wspomniałem, że szkolenie nie było typowe z tego względu, że pytałem o rzeczy, które mnie interesują. Uzupełniałem wiedzę.

Kawa?

Żadne szkolenie nie rozpocznie się bez kawy. I tak też było w Java Coffee. A potem kartka, flamastry, rozrysowana teoria i … praktyka. Ćwiczenia. Ćwiczenia. Ćwiczenia. Zajęcia praktyczne. Zajęcia praktyczne. Do techniki espresso trener nie miał uwag. Ze spienianiem mleka było już nieco inaczej.


Java Coffee zaskoczyła kolejny raz pozytywnie. W przerwie od zajęć, przedstawiono mi cały proces palenia kawy i omówiono poszczególne etapy. Być w palarni i nie nabyć kawy byłoby grzechem. Przywiozłem kawę i Kinto, o którym napiszę w osobnym wpisie.

Kawa mnie wykończyła?

Nigdy bym w to nie uwierzył!

Lubię parzyć kawę. Trener podrzucał, co chwilę filiżanki z espresso do ćwiczeń i w pewnym momencie miałem dość. Mamy jeszcze czas – ćwicz – usłyszałem. Było intensywnie. W domu zaparzę kilkanaście espresso i jest radość, ale tak intensywne szkolenie troszeczkę mnie zaskoczyło.

Na koniec szkolenia otrzymałem dyplom. Owszem było miło. Nie lekceważę go. Jednak bardziej sobie cenię zwrócenie uwagi na szczegóły, wyjaśnienie detali, rozmowę, otwartość palarni – poznanie procesu palenia kawy. Może to niewiele, ale dla mnie ma znaczenie.

Zgrzewka mleka i kawa czeka na weekend gdyż jak wiadomo – trening czyni mistrza.

W stronę latte art …