Wydział Zabójstw Berlin kryminał dla wytrzymałych fanów

wydział zabójstw BerlinSeriale CSI mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Bajka dla dorosłych. Kryminał Wydział Zabójstw Berlin I zapowiadał się ciekawie z innego powodu – akcja kryminału została osadzona w latach 20 ubiegłego wieku w Berlinie. Biedny detektyw – pomyślałem, jak on sobie poradzi bez tych gadżetów  z CSI. Będzie inaczej.

Klimat Berlina szybko się udziela. Już na samym początku zanurzam się w oparach dymu, drągów i kobitek umilających czas. Nocny lokal, w którym zabawiają się notable to przykrywka mafiosów. Nie dziwi więc fakt, że burmistrz ma zapewnioną dobrą obsługę. Każdy obywatel miasta, który wnosi wartość „dodaną” ma zapewniony stolik i ciepłe uczucia, przychylne oko właściciela. Panienki wciągają dragi na zapleczu, muszą mieć siłę do pracy.  Kierowniczka sceny nie zamierza protestować przeciwko takim praktykom. Interes ma kwitnąć i przynosić zysk a w jaki sposób personel wzmacnia się przed pracą, nie interesuje ją to zupełnie.

Kto kogo ?

Akcja kryminału Wydział Zabójstw Berlin I rozpoczyna się dwutorowo. Retrospekcja splątana z bieżącą sytuacją. Mieszkanie na poddaszu w starej kamienicy, matka i córka czekają na powrót głowy rodziny. Córka ma zamiar otworzyć paczkę przeznaczoną dla ojca. Matka nie zezwala. Kamera przenosi nas do nocnego lokalu. W nocnym lokalu jak zwykle znajdzie się jeden malkontent, któremu klimat nie odpowiada i musi wyjść. Ten niezadowolony to oczywiście detektyw-ojciec Paul, którego przed opuszczeniem lokalu powstrzymuje kolega po fachu. Paul nie zdążył uratować rodziny, stąd jego awersja do gości lokalu. Kiedy dochodzi do wybuchu w mieszkaniu detektywa, spod kamienicy odjeżdża samochód z pasażerem, który ma charakterystyczną bliznę. Trudno się w tym połapać, który obraz to retrospekcja a który obraz przedstawia aktualne wydarzenia. Na pomoc przychodzi reżyser. Rano zostaje odnaleziony kolega Paula w sadzawce z krokodylami. Paul uważa, że za zabójstwo odpowiada Tauss – był szef mafii, który pozbawił życia jego rodzinę.

Jaką metodę śledczą wybrać?

Krokodyle okazały się na tyle kulturalne, ze nie pożarły kolegi całego, więc można przeprowadzić sekcję zwłok w okrojonym zakresie. Patolog nie ma sprzętu rodem z CSI, ale ma tablicę do podświetlenia zdjęć rentgenowskich i znajduje w barku denata złamaną igłę. Jest punkt zaczepienia dla śledztwa. Do tej chwili uważano bowiem, że wpadł do sadzawki z krokodylami, bo był pijany. Paul w śledztwie opiera się także na psychologii, którą głownie praktykuje na podwładnych. W międzyczasie do zespołu dochodzi młoda śledcza, zagubionej pomaga najbliższy kolega Paula. Nie trudno się domyśleć, że będzie jedną z głównych postaci i będzie „mieszała” w śledztwie. Oprócz tego materiałem dowodowym są czarno-białe zdjęcia i przesłuchania świadków. Jeśli ktoś oczekuje dociekania, dedukcji na poziomie Poirot czy Columbo to się przeliczy. Paul odgrywa rolę zbyt współcześnie przez co jest mało wiarygodny. Do całej sprawy wmontowany jest jeszcze przygłupi policjant, który nie wiadomo z jakich powodów nie lubi Paula i często się go czepia. Oczywiście świadkowie giną.

Mamy trójkąt

Dodatkowe wątki, które pojawiają się w śledztwie niczym nowym nie zaskakują. O zabójstwo podejrzewany jest były szef Tauss – Paul ma powód aby gościowi założyć krawat, jednak to on staje się głównym podejrzanym w sprawie. Byłemu szefowi mafii ktoś pomaga – taka jest konkluzja detektywa. Byli mafiosi liczą kasę, nie mieli powodu aby kumplem Paula karmić krokodyle. Notable mają gagatka pod kluczem, dla nich to dowód, że mieście panuje prawo i porządek. Komuś ten układ nie pasuje i tego „kogoś” szukamy.

i na koniec …

Fabuła jest słabym ogniwem, żywcem przeniesiona i dopasowana do okresu Berlina z obecnych seriali, to jednak to jeszcze przełknąłbym. Główni bohaterowie są „wyluzowani”, że odniosłem wrażenie jakby nic się nie stało. Obserwując Paula przy pracy można dojść do wniosku, że metody śledcze nie ulegają żadnym zmianom. To za mało aby uznać, że kryminał Wydział Zabójstw Berlin I wniósł coś nowego w tej materii.

Jedynie, co mnie trzyma do końca filmu to klimat. Klimat starego Berlina, odwzorowanie atmosfery, detali z tamtego okresu, charakterystyczny język.

Wydział Zabójstw Berlin I to kryminał dla wytrzymałych fanów.