Bądź gotowy dziś do drogi – Zmiany

Nie wiem. I na tym bym mógł zakończyć wpis. Nie wiem, dlaczego obawiałem się zmian. Zmiany. Oszukiwanie samego siebie wychodzi bardzo dobrze i znajdzie się tyle wymówek, aby utwierdzić się w przekonaniu, że wyjście ze strefy tzw. komfortu to będzie bolesne zderzenie z betonem. Po tym zderzeniu długo będziemy dochodzić do siebie. Kiedy już ochłoniemy, a guzy znikną – świat wygląda już zupełnie inaczej.

Brzmi to banalnie. Pachnie fantastyką. Infantylną opowieścią na potrzeby coachingu, spisaną ku pokrzepieniu serc. A szczególnie własnego serca. Bo wysiłek podjęty i nadchodzące zmiany mogą przynieść rozczarowanie. Frustracje. I tym samym upewnimy się, że tu gdzie jesteśmy – jest idealnie. Wystrzałowo wprost aż nas rozsadza od środka, kiedy mamy tu wrócić dnia jutrzejszego.

Jak to jest ze zmianą?

Strach. Lęk. Obawa. Owszem. Rozczarowanie. Jak najbardziej. Tylko w całej gadanie o zmianach brakuje zawsze jednego – skoro marudzisz i z marudzeniem jest nam do twarzy. To jedyna słuszna reprymenda pod własnym adresem jest jedna – nie myśl o zmianach, nie narzekaj. Keep smileing i rano prędko do „uwielbianej” pracy.

Mógłbym mnożyć przykłady, powoływać się na innych, spłodzić wpis na miarę wieszcza, że wszystko jest możliwe i od nas wszystko zależy i tylko od nas, ale tak nie napiszę. Każdego napędza inne paliwo. Jedno zdanie. Jeden wpis. Jeden cytat. Motywacja ma wiele twarzy. Można czytać, oglądać, słuchać opowieści … cały czas. Nie się nie zmieni, – jeśli nie będzie działania.

Krytyka. Śmiech za plecami. Gadanina. To było jest i będzie. Tego nie zmienimy. I to się nie zmieni za naszych czasów. Życzliwych jest pod dostatkiem. Stoją na rogu i wskazują palcem, tych, którym się chciało – chce szarpać. To jest bez sensu – mówią. Źle ci tutaj – pytają retorycznie.

Nie udało się za pierwszym razem …

Trochę faktów. Nie udało się za pierwszym razem, choć papiery zostały wysłane. Papiery kwalifikacje przeszły bezproblemowo. Zabrakło odwagi na kolejny krok. Na podjęcie rękawicy i porozmawiania z head-hunterami.

Drugie podejście było pewniejsze. Były papiery i rozmowa. I było coś jeszcze, czego bym siebie nie podejrzewał.

Ludzie.

Na przeciwko nas siedzą ludzie. Ludzie tacy jak my. Może wiedzą jak zadawać pytania, jak prowadzić rozmowę, może obserwują nasze ruchy, gesty, słuchają tego, co mówimy. To są cały czas ludzie. Ludzie, którzy popełniają błędy. Rutyna gubi. My obserwujemy również. Ich. Gesty, ruchy, słowa, pracę gałek ocznych.

Drugą rozmowę zakończyłem sam. Chciałem wyjść z niej dużo wcześniej, wychowanie nie pozwoliło. Komisja nie wyszła przed szereg, zachowała się jak „wyedukowana” żona Eddiego Murphy z filmu „Książę w Nowym Jorku” Sprawdzeniem kompetencji komisji było podanie oczekiwań finansowych. Śmiech na ustach komisji zamilkł. Na mojej twarzy się pojawił i ulga, że jednym słowem komisja zakwestionowała samą siebie.

Druga strona konfabuluje. Czaruje a tak naprawdę nie ma nic do zaoferowania.

Trzecie podejście było … najtrudniejsze. Test. Rozmowa. Zajęło nam do sporo czasu.              Doszliśmy do uzgadniania warunków i … spotkaliśmy się w połowie drogi. Podejście zaprezentowane na trzeciej rozmowie było – ujmując to literacko – wiosenne. Pomimo pierwszych przymrozków i utaplania się w błocie – szybko udało się nam wysuszyć wiosenne roztopy a na drzewach pojawiły się pierwsze zielone pąki.

Coś za coś, w życiu nie ma coś za nic.

Ciekawie, czy wiecie skąd ten nagłówek. Z pewnej książki, którą maglowałem, bo dawała tyle dobrych rad a przy tym inspirowała, obecnie leży na strychu. Ten cytat utkwił w mej pamięci. I przypominam sobie o nim zawsze, kiedy nagrodą ma być główna wygrana, – choć się nie wrzuciło kuponu, nie zagrało, nie podjęło żadnego wysiłku a efekty – wygrana – sprowadzą kłopoty. Jak wydać tyle kasy. Ból głowy. Coś za coś.

Było tak, miałem do pracy 10 minut piechotą, klika minut rowerem. Teraz ponad pół godziny jazdy samochodem – krajobrazy migają za oknem. Byłem analitykiem. Jestem młodszym informatykiem. Sieci komputerowe …

Dużo się zmieniło. Były obawy. Był strach, lęk. Nie bądźmy naiwniakami – idealnie nie będzie. Jest inaczej. Perspektywa i horyzont zmienił się. Nowe spojrzenie, którego nie dostrzegamy stojąc w jednym miejscu.

Podróże kształcą. A te w nieznane rejony najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *