Kiedy masz ochotę na kawę z palarni, której nazwa uleciała z pamięci

magia odija I to dosłownie. Przeczytałem na łamach pewnego bloga, który nie traktował wyłącznie o kawie, o palarniach kawy, które warto poznać będąc w województwie wielkopolskim. I pamiętałem nazwę tej palarni aż nagle … nazwa uleciała z pamięci.

Potem było coraz gorzej z pamięcią. Wiedziałem, że nazwa zaczyna się na Ooo, kiedy wpisałem – wydawało się – przybliżoną nazwę palarni do wyszukiwarki to wyniki były zaskakujące – diabelska plansza Ouija. Coś było nie tak z wyszukiwarką. Wpisałem jeszcze kilka razy, za każdym razem wyniki podobne.

Festiwale Kawy mają to do siebie, że poza stałymi bywalcami – palarniami, czasami zjawi się nowa postać, którą warto się zainteresować. We Wrocławiu tegoż roku palarnia kawy – Odija – ukazała w swej krasie stoisko i … poplątało nam języki. Zamówiłem kawę pod przelew. I dostałem. Pod ekspres przelewowy, którego nie posiadam.

O tym przekonałem się dopiero w domu. Kiedy zobaczyłem dno paczki a walory kawy zwiastowały, że dalsza znajomość może być jeszcze ciekawsza, więc zamówiłem kolejne trzy paczki kawy. Kawę pod espresso – Graba (80% arabica, 20% robusta) i dwie kawy pod alternatywne metody – Salwador Aguacatillo oraz Honduras El Triunfo.

alternatywa by odija - honduras i salwador

No to Graba

Pierwsze espresso było lepkie i puszyste, w klimacie kruszonych ciasteczek nadzianych odłamkami gorzkiej czekolady i suchego kakao. Posmak długi jak welon panny młodej. Aromat ciężki acz przyjemny – czekolada spierała się z orzechami włoskimi i kakao, kto wiedzie prym w tym orszaku.

espresso graba by odija

Dalej już tak zabawnie i przyjemnie nie było. Kolejne espresso straciło blask. Stało się to za sprawą klimatu w kuchni i zbyt szerokiego gestu sypania ziarna do młyna. Ziarno przy zbyt długim kontakcie z powietrzem nie odwzajemnia uczucia. Espresso płaskie i bez powabu. Po korektach, espresso wróciło do normy.

Alternatywa

Dwie kawy wybrane pod przelew to był strzał w dziesiątkę. Pogłębiając wiedzę z kursu – profil sensoryczny – analizując kawę, przekonałem się, że te dwie kawy idealnie wpasowują się w trening: aromat, flavour, tekstura, posmak.

Honduras El Triunfo to kawa o intensywnym aromacie karmelu, odrobinie palonego cukru, smak mocny, body – pełne, a posmak kawy jest długi, zalegający. Natomiast Salwador Aguacatillo to kawa delikatna, łagodna, która miękko masuje kubki smakowe, bez nachalności. Łatwo dające się wyczuć – jabłka, bez kwasowości, czy winnych atrakcji, które uwielbiam.

Trzy kawy, które gościłem na kawowym stole sprawiły dużo przyjemności. Największą radość sprawiło ziarno z Hondurasu EL Triunfo – napar był konkretny, wyrazisty, mocny. Ziarno z Salwadoru Aguacatillo nie zostanie na długo w mej pamięci.

Espresso zapamiętam ze względu na walory edukacyjne i piękne cętki tygrysa. Espresso było dobre. Jednak czuję, że na półce w palarni Odija znajdę lepsze propozycje pod espresso.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *