Mikado X-Plode Match 420

Pogoda

Powrót do wędkowania wiąże się także z uzupełnianiem sprzętu. Mikado X-Plode Match 420 – o taką wędkę uzupełniłem ekwipunek. Wędka jest piękna, lekka, posiada porcelanowe przelotki, rękojeść wykonaną z korka i najważniejsze, jest w kolorze czarnym. Pozostało tylko ją ładnie ubrać, aby prezentowała się jeszcze lepiej i ładniej. Szybko zamontowałem kołowrotek Jaxon, nawinąłem żyłkę 0,14 i okazało się, że zapomniałem o stoperach, a ten powinien iść na żyłkę zanim zamontuje się całą resztę (spławik, ciężarki, haczyk). Parę lat minęło od ostatniego wędkowania na odległościówkę, bo taką metodę tutaj opisuję, więc trzeba było się z powrotem udać do sklepu, aby kupić stopery. Okazało się, że gumowe stopery nie pasują do przelotek, bo są za duże, teraz obowiązują sznurkowe, które się zaciska się na żyłce oraz mają tą zaletę, że spokojnie przechodzą przez przelotki. Po zamocowaniu stopera, koralika, który jest, po aby spławik spokojnie przesuwał się po żyłce, przyszła kolej na agrafkę na spławik, wstępne obciążenie, przypon z haczykiem. W nowych szatach wędka prezentowała się okazale, cieszyła mnie jeszcze bardziej.

Debiut wędki nie był zbyt udany. Wędka w dłoni leżała idealnie, zestaw zarzucało się perfekcyjnie i co mnie pozytywnie zaskoczyło, zestaw ze spławikiem 1g leciał bardzo daleko, nawet przy mocnym wietrze, to duży plus. Na tym zależało mi najbardziej i opinie o wędce w tej kwestii nie były przesadzone. Oczywiście zmieniałem spławiki na cięższe, zestaw lądował znacznie dalej, wędka, jeśli chodzi o zarzucanie jest perfekcyjna. Do łowika wrzuciłem zanętę Bruda na leszcze, uprzednio mieszając ją z kolorową pinką. Łowisko było w tym miejscu dość płytkie, do półtora metra, zaczął wiać wiatr, dość wysoka fala przytapiała spławik, trudno było zauważyć brania, skutek był taki, że pinka wracała na haku mocno wyssana. Założyłem spławik cięższy 1.2 g i od razu brania były widoczniejsze, antenka w kolorze czerwonym była ciut dłuższa. Po jakiś trzech – czterech spóźnionych zacięciach, wreszcie trafiłem, na brzegu wylądował jazgarz. Zaczęło mocniej wiać, zrobiło się zimno, zakończyłem wędkowanie.

Jazgarz

Na drugi dzień, zmieniłem miejsce na ciut głębsze do 2 metrów, zestaw ten sam, co na początku, spławik 1g, zanęta Bruda. Zanęta zaczęła pracować po kilku minutach, w dłoniach trzymałem Mikado X-Plode Match 420, zarzuciłem i po kilku chwilach miałem już w dłoni wzdręgę. Niestety pogoda zmienną jest, wiatr jakby czekał, kiedy pojawię się nad wodą, aby pokazać swoją siłę. Pomimo, tego zarzucanie zestawem nie było ciężkie, ale chłód był nieznośny. Za lekko się ubrałem.

Trzeci dzień. Poszedłem na jeszcze głębszą wodę, po wygruntowaniu łowiska, okazało się, że około 8 metrów od brzegu jest podwodna górka, taka półka, umieściłem na niej zanętę, choć zapewne coś spadło głębiej, dużo głębiej. Tym razem pogoda była zupełnie inna, wiatr poszedł hulać gdzie indziej, na stanowisku zostawił zefirka, który od czasu do czasu marszczył taflę stawu. Było duszno, upalnie, choć pochmurno, zanosiło się na burzę, która na horyzoncie się już tliła, ale do końca nie była zdecydowana, czy chce tylko postraszyć czy urządzić ulewę. Zanęta ponownie ta sama, tylko pinki ciut więcej. Zabrałem też bata 8 metrowego, ale Mikado X-Plode kusiło i wygrało, zestaw ze spławikiem 1g poszybował do wody. Brania dość szybko się pojawiły, na spokojnej wodzie brania były widoczne bardzo dobrze. Brania były bardzo delikatne, spławik był lekko przytapiany, aby za chwilę, wyskoczyć z wody i pokazać antenkę na powierzchni jakby nic się nie stało. Po kilku pustych zacięciach trafiłem okonia, nie był wielki niestety. Sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie, postanowiłem, że jeden ołów położyć na dnie, łowienie tuż nad dnem było męczące, drobnica szalała, okonie mnie wkurzały. Na dodatek wokół narzekania i marudzenie wędkarzy, że nic nie bierze mocno mnie irytowały. Kolosy może nie brały, ale nudą nie wiało. Kombinowanie z pinką, przeplatanie kolorów na haczyku zrobiło swoje, ryba woli kolory, w niedzielę wybrała czerwony i pomarańczowy. Spławik został przytopiony, aby za chwilę zostać odholowanym w inne miejsce, widocznie tej rybie przeszkadzał w zanęcie. Mikado energicznie podniosłem do góry, siedzi. Podczas holu obserwowałem szczytówkę, pięknie pracowała i amortyzowała ataki ryby, którą spokojnie zapakowałem do podbieraka. Leszcz 35 cm.

To branie to klasyka. Spławik stoi na baczność, ani drgnie, za chwilę nurkuje i wynurza się i to w sposób, który od razu sugeruje, kto jest po drugiej stronie wędki, spławik ładnie się kłania na wodzie, kładzie się, zacinam i od razu czuję mocny opór. Mikado X-Plode Match pracuje fenomenalnie, zrywy ryby są łagodzone ze spokojem, podciągam rybę na powierzchnię, aby zaczerpnęła powietrza, widzę srebrny grzbiet, dość spory, ryba nurkuje, wyciąga żyłkę z kołowrotka, zrywa się jeszcze dwa razy, ale słabnie, tuż przed brzegiem widzę, że to ładny i spory leszcz. Opieram wędkę o glebę, dociskam lekko hamulec, zostawiam sobie zapas żyłki, biorę podbierak, wędkę mocno podciągam, ryba ląduje w podbieraku. Leszcz prezentuje swe oblicze, około 1 kg.

Leszcz

Łowiąc przez trzy dni wędką Mikado X-Plode Match mogę spokojnie napisać, że relaks nad wodą w jej towarzystwie jest bardzo przyjemny. Jest lekka, precyzyjna w zarzucaniu, nawet lekkimi zestawami, bardzo dobrze pracuje przy holu ryby. Zakup trafiony w 100 procentach. Taką wędkę potrzebowałem, która będzie spełniała te zalety, które wymieniłem. Na relaks nad wodą idealna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *