Poranny kierowca wyścigowy jedzie do pracy.

Poranny kierowca wyścigowy to wyjątkowy kierowca. Kiedy ujrzysz, takiego kierowcę we wstecznym lusterku to pamiętaj, on ma zawsze pierwszeństwo. Brakuje mu „koguta” na dachu, jednak nie przeszkadza mu to, aby ryzykować twoim życiem. Jedzie władca drogi i pobocza.

Dojazd do pracy obecnie to sama przyjemność. Wstajesz rano, wsiadasz do auta, jest ciepło, nie musisz się otulać szmatami na cebulę, auta nie trzeba drapać. Jedziesz, podziwiasz wschód słońca, mijasz kierowców z blondynkami na pokładzie, które jadą w ostatnią podróż życia.

I z tego sielskiego klimatu wyrywa cię brutalnie buczący wóz, który na ostatnim wdechu wyprzedza cię, abyś mógł go potem podziwiać przy najbliższym ograniczeniu prędkości, którą wywołał np. jadący autobus.

Zwrot akcji na drodze następuje szybko, przy najbliższej zatoczce dla autobusów lub braku pojazdu z naprzeciwka poranny kierowca ujawnia ducha kierowcy wyczynowego i wyprzedza i nieważne, czy z naprzeciwka wyjedzie samochód, czy też jest zakręt. Poranny kierowca jedzie na pamięć.

Niestety, doprowadzasz go do szału, bo znowu spotykacie się przy najbliższym światłach czy też innej przeszkodzie, której nie idzie swobodnie ominąć. A przecież poranny kierowca nie po to cię wyprzedzał, abyś mu siedział na ogonie. Drażnisz.

Nie robisz tego celowo. Jedziesz swoim tempem, lekko i z włączonym radiem, które informuje o wypadkach na drodze. Droga zakorkowana. Był wypadek. Patrzysz przed siebie i widzisz, że poranny kierowca usilnie pracuje na newsa w porannych faktach.

Aby to nie był jedyny poranny kierowca. Rano wyjeżdża stado. Wyprowadza swoje ogiery na wybieg, zakłada lejce, popuszcza gaz. Cała droga … ich. Ważniaki na drodze. Nie zjedziesz, zostaniesz stratowany, ewentualnie pouczony językiem migowym, że prawo jazdy w chipsach znalazłeś.

Jest jeden typ kierowcy, mój ulubiony – poranny kierowca sklerotyk. Łagodnie rzecz ujmując w tych prostych słowach. Wyprzedza na siłę, mało flaków z auta nie wypruje, po czym gwałtownie hamuje, bo musi skręcić. Albo wyprzedza, hamuje, bo przypomniał sobie, że ma zabrać pasażerów do pracy. To jest geniusz. Po czym znowu wyprzedza.

I dojeżdżamy do celu podróży. Do pracy. I spoglądasz na auto, kierowcę bombowca, przez którego poranna podróż odbywa się w zaburzonym rytmie. I zastanawiasz się? Czy jak którego pięknego dnia nie spotkasz go na drodze to, ma urlop czy pojechał w kierunku zachodzącego słońca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *