Wiedźmin. Zmora widza.

Pierwszy sezon Wiedźmina obejrzałem, szału nie było. Czekałem na niego, byłem ciekawy – jaki będzie wykreowany wiedźmiński Netflixowy świat. Pojawił się drugi sezon i nie rzuciłem się do oglądania. Dlaczego ?

Pomijam fabułę, która idzie ścieżką wytyczoną przez Netflix. Pomijam też to, że YouTube zafundował wywiad z Andrzejem Sapkowskim i aktorami. W ogóle pojawiło się mnóstwo treści o nowym sezonie. Pełno wstawek zachęcających do obejrzenia drugiego sezonu.

Wywiad obejrzałem, było w nim to, czego się spodziewałem – czyli prawie nic, ukryta promocja. Wabienie widza na siłę. Nagłówki w necie nie obiecywały extra przeżyć, w większości były negatywne. Z jednej strony atak platformy na obejrzenie a z drugiej – zastanów się, co robisz, klikając – odtwórz.

Zmora …

Nie nastawiałem się pozytywnie do serialu, piszę to na samym początku, aby nie było nieporozumień, bo ta postawa ma wady. Oglądasz i bronisz serial przed samym sobą, przed krytyką, która idzie wyznaczoną ścieżką od samego początku.

Wykreowany świat od początku pachnie sztucznością, doszukuję się pozytywów na siłę, niestety jest to daremny wysiłek. Nie czuję klimatu, atmosfery, poruszające się postacie w tle wyglądają tak, jakby szły wydeptaną serialową ścieżką kolejny raz. Bije po oczach nuda.

Ciri … to nie zmora

Ciri, to jedyna postać na szklanym ekranie, która wywołuje emocje. I chyba nie będzie za dużo napisane z mej strony, że lekko serial ratuje. Natomiast Yennefer to postać tak charakterna, tak pociągająca, tak arogancka, tak bezczelna, tak idąca swoją drogą, że idealnie wpisuje się w rolę anestezjologa, usypia. Charyzmy za grosz, zagubiona czarodziejka we mgle.

Geralt, chłopina opanowany, chłodny, bez uczuć, typowy wiedźmin. A na ekranie sztuczny jegomość cedzący słowa przez zęby jakby o tego miały nabrać większej mocy. Nie wiem, jaki był zamysł stworzenia postaci Geralta przez Henrego, wygląda na to, że grając oschle, sucho, bez zbytniej ekspresji postać się sama stworzy. Zażywanie fiolek, zmiana gałek ocznych już na nikogo nie działa, nie wywołuje ekscytacji u widza.

Jeśli anturaż miał zrobić wrażenie na widzu to na pewno „zrobił”, ale na takim, który był w starszakach w przedszkolu. Przy obecnych możliwościach charakteryzacji, efektów specjalnych to za mało.

O pozostałych postaciach tylko wspomnę, bo wypada, bo coś tam się zobaczyło. Nie mogę nikogo wyróżnić … chociaż jedna osoba się znalazła (na cały serial), co prawda z przeciwnego obozu (tych złych). Czarodzieje zblazowani, spodziewałem się, że Vilgefortz będzie postumentem w serialu, który hipnotyzuje. Nic z tych rzeczy. Czarodziejki są, i tyle.

Pozostałe towarzystwo, w tym Jaskier (irytujący) luzak, śpiewem umarłego by zbudził, do serialu włączony na doczepkę, aby jego postać była zgodna z prozą. Elfy, które do tej pory znałem i z literatury i z ekranu były sprytne, cwane, a tu są, zagubione i naiwne.

Fabuła wtłoczyła ich w rolę przegranych (na początku), potem się to zmienia, trzeba pamiętać, że elfy były dumne, a w serialu wyglądają na pokonane i pogodzone z losem, w którą trudno  uwierzyć, na dodatek aktorzy, zamiast zagrać – recytują.

I tak oglądając serial w miłych warunkach, odpalając kino domowe, czekając na fajerwerki, na szybsze bicie serca, oczekując emocji, zwrotów akcji, a nawet przekleństw z mej strony … zasnąłem. A kiedy zbudziłem się, cofałem serial do momentu, kiedy zasnąłem, okazało się, że niewiele straciłem.

Wiem, że adaptacje są trudne i nie odpowiadają wyobrażeniom widza. To trudna i ciężka sztuka przeniesienia prozy na ekran. Nie ma adaptacji idealnych i nie będzie. Są prawie idealne. Netfliksowy serial nie ma w sobie żadnego ładunku emocjonalnego, nie skupia uwagi.

Wspomniałem powyżej, że przy obecnych możliwościach wykreowania świata fantasy, samo jego wykreowanie to mało. Ta iluzja spowszechniała. Trzeba znacznie więcej. Potwory ? Można odnotować, że są poprawnie zrobione. Tu nic się nie klei. A szkoda.

Dijkstra. Ten może „namieszać”, przynajmniej zapowiada się na poprawnego antagonistę. Mam na myśli aktora. Przykuwa uwagę.

*Powyższe foto pochodzi z serialu Wiedźmin – do obejrzenia na Netflix

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.